Stal Mielec w 2021 roku jeszcze nie wygrała. W sześciu tegorocznych spotkaniach zdobyła raptem trzy punkty, choć nie grała z tuzami polskiej piłki. Co więcej, Stal albo traciła prowadzenie, które najpierw obejmowała, albo w końcówce meczu doprowadzała do remisu. Gdy do tego dodamy dwa bezbramkowe remisy, mamy obraz nędzy i rozpaczy w Mielcu. Należy się więc zastanowić, czy drużyna z Podkarpacia nie jest dziś głównym kandydatem do spadku z ekstraklasy?
Zespół „Biało-niebieskich” po 20 kolejkach zajmuje 16. miejsce w tabeli PKO BP Ekstraklasy. Czerwona latarnia ligi traci do przedostatniego Podbeskidzia co prawda tylko dwa „oczka”, ale ekipa z Podkarpacia ma problemy z regularnym punktowaniem. Do tego dochodzą niewykorzystywane 100% okazje i straty bramek praktycznie na własne życzenie. Tak w dużym skrócie wygląda jak na razie wiosną drużyna Leszka Ojrzyńskiego. Przed nimi co prawda jeszcze dziesięć spotkań, ale martwić powinni się już dziś.
Niewykorzystane sytuacje się mszczą
Mielczanie w ostatnim meczu w Gliwicach mieli co najmniej trzy 100% sytuacje. Oczywiście żadnej z nich nie wykorzystali. Najpierw po podaniu Aleksandara Koleva fatalnie pomylił się Mateusz Mak. Następnie z najbliższej odległości już leżącego Frantiska Placha nie pokonał Maciej Jankowski. W końcówce meczu praktycznie z linii bramkowej piłki nie umieścił w siatce także Łukasz Zjawiński.
I gdyby takie pudła miały miejsce po raz pierwszy, to można by powiedzieć „okej, zdarza się”, tylko problem jest taki, że to nie pierwsze tak zmarnowane sytuacje przez zawodników z Mielca. Już kilka kolejek wcześniej podobną sytuację jak w Gliwicach miał z Cracovią Maciej Jankowski. Gdyby napastnik Stali Mielec zdobył wtedy gola, mógłby on zaważyć na losach meczu i dać „Biało-niebieskim” trzy punkty. A tak Stal tylko zremisowała z bezpośrednim rywalem w walce o utrzymanie – Cracovią.
https://twitter.com/majkel1999/status/1368543838223106050?s=20
Drużyna z Mielca dochodzi do dobrych sytuacji strzeleckich, tego nie można im odmówić. To przecież oni oddali w tym sezonie rekordową liczbę strzałów w meczu – aż 30, ale nie przełożyło się to na żadnego gola. Na uwagę zasługuje również to, co dzieje się już pod bramką przeciwników, tam piłkarze Stali zachowują się jak dzieci we mgle. Nie potrafią wykorzystać prostych i oczywistych sytuacji do zdobycia bramki. Jeśli Stal poważnie myśli o utrzymaniu, musi zacząć wykorzystywać nadążające się okazje.
Na przypadku Stali również bardzo dobrze sprawdza się powiedzenie „niewykorzystane sytuacje się mszczą”. Chociażby we wspomnianym wyżej meczu z Piastem Gliwice podopieczni Leszka Ojrzyńskiego mieli okazje, aby rozstrzygnąć mecz na swoją korzyść jeszcze przed pierwszą bramką gliwiczan. Jednak fatalnie pudłowali, co zemściło się na nich już kilka minut później. Ten mecz mogli wygrać co najmniej 3:0, ale przegrali 1:2.
Z pustego i Salomon nie naleje
W dyskusji o Stali Mielec i jej walce o utrzymanie głównym argumentem jest fakt, że mają Leszka Ojrzyńskiego. I to właściwie jego osoba przemawia za tym, że to mielczanie utrzymają się w ekstraklasie. Mało kiedy mówi się o chimerycznej obronie czy nieskutecznych napastnikach. Nawet wśród władz klubu można poczuć atmosferę, że to nie piłkarze utrzymają Stal Mielec w ekstraklasie, a Leszek Ojrzyński. Oczywiście były trener m.in. Arki Gdynia czy Korony Kielce jest jednym z lepszych szkoleniowców od wykonania zadań trudnych i bardzo trudnych, ale sam nie jest w stanie nic ugrać. Próbując zobrazować sytuację w Mielcu, można użyć porównania, iż trener Ojrzyński to dobry kucharz, ale ma do dyspozycji wodę, marchewkę i pietruszkę, z której nie da się ugotować dobrej zupy. A nawet jeśli jakimś cudem mu się to uda, to w tym wywarze brakuje przypraw, czyli postawienia kropki nad „i”.











