To już oficjalne – Alan Pardew został nowym menedżerem Crystal Palace. Mało kto spodziewał się, że Neila Warnocka zastąpi właśnie Pardew, który wydawał się mieć sielskie życie w Newcastle. Jakie mogły być powody tej decyzji, a jakie są możliwe konsekwencje? Zapraszam do lektury.
Kulisy tej sprawy są jak na razie nieznane i takie pewnie pozostaną przez długi czas. Możemy się jedynie domyślać powodów decyzji Anglika. Jeżeli jednak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Najprawdopodobniej Pardew rozwiązał swój kontrakt z Newcastle, by przejść do drużyny „Orłów”. To nie pierwszy raz w jego karierze, gdy robi coś podobnego. We wrześniu 2003 roku zrezygnował ze stanowiska menedżera w Reading po tym, jak klub odrzucił jego prośbę o pozwolenie na odejście do West Hamu. Po tzw. „gardening leave” i wstąpieniu na drogę sądową z byłym już pracodawcą, ostatecznie został menedżerem „Młotów”.
Anglik podczas swojej trenerskiej kariery wielokrotnie brał udział w różnych kontrowersjach z nim w roli głównej. W lutym 2007 roku, będąc menedżerem Charltonu, na kilka dni przed meczem z jego byłą drużyną, West Hamem, w mediach pojawiło się nagranie, na którym Pardew wypowiada się w pogardliwy sposób o fanach „Młotów” jeszcze jako ich menedżer. W styczniu 2014 roku podczas spotkania z Manchesterem City obraził werbalnie Manuela Pellegriniego, a w marcu tego samego roku zaatakował głową zawodnika Hull City, za co został ukarany łączną kwotą 160 tysięcy funtów. Został również oskarżony o ksenofobię.
Pardew nie zawsze był menedżerem – w przeszłości był piłkarzem, ściślej mówiąc pomocnikiem. W trakcie osiemnastoletniej kariery grał dla aż dziesięciu klubów. Najdłużej „zatrzymał” się właśnie w Crystal Palace – dla stołecznego klubu rozegrał sto dwadzieścia osiem meczów. Może więc to sentyment skłonił krnąbrnego Anglika do drużyny „Orłów”? Co by nie mówić, tu ma znacznie trudniejsze zadanie do wykonania. Zostawił za sobą Newcastle, które zajmuje dziesiątą lokatę z dwudziestoma siedmioma punktami, a dołączył do zespołu znajdującego się w strefie spadkowej z siedemnastoma punktami i niewielkimi perspektywami na utrzymanie się. O takiej decyzji musiała zadecydować albo konkretna gotówka, albo wielka miłość do swojej byłej drużyny. A może jedno i drugie?

Jedno jest pewne – w Londynie na pewno będzie miał większą swobodę odnośnie transferów. Nie jest tajemnicą, że Mike Ashley, właściciel Newcastle, dość restrykcyjnie ustalał budżet drużyny, a gdy pojawiała się zadowalająca oferta za jakiegoś zawodnika, sprzedawał go mimo protestów Pardew, na co sam Anglik wielokrotnie narzekał. To, czy w Crystal Palace budżet będzie większy od tego w Newcastle, można mieć wątpliwości. Jeżeli jednak jakimś sposobem uda mu się utrzymać klub w Premier League, możliwe że w przyszłym sezonie będzie miał więcej środków do dyspozycji. Nawet jeżeli, to jak bardzo okaże się to pomocne? Jako menedżer drużyny „Srok” przeprowadzał masowe transfery prosto z Francji. Część z nich była udana (Debuchy, Cabaye), a część nie (Cabella). Kto wie, czy z „Orłów” nie zrobiłoby się drugie QPR za kadencji Hughesa? To wariant, w którym Crystal Palace zostaje w angielskiej ekstraklasie. Ale jeżeli spadnie? Pardew zostanie uwięziony na Selhurst Park na przynajmniej kilka sezonów. To jego karierze na pewno nie zrobi zbyt dobrze.












