Powoli kończy się październik. W teorii powinniśmy móc już określić, które zespoły na poważnie włączą się do walki o mistrzostwo Polski oraz wskazać, kto od samego początku sezonu musi starać się oszukać przeznaczenie w postaci spadku z ekstraklasy. Rzeczywistość jest jednak zupełnie inna, wygląda na to, że praktycznie każda ekipa przystąpi do ligowej wiosny z jednym celem – awansem do grupy mistrzowskiej po trzydziestu kolejkach. W Europie nie ma już słabych drużyn – ten wyświechtany frazes, który jest używany przez naszych krajowych trenerów po zawstydzających porażkach w pierwszych rundach eliminacji do Ligi Mistrzów i Ligi Europy, z łatwością można przenieść na polskie poletko ligowe. Przed sezonem zapowiadano przecież, że niezagrożona w walce o mistrzostwo będzie Legia, zdecydowanie za słabe na najwyższy krajowy poziom są Górnik Łęczna i Korona Kielce, a całej reszcie sezon ułoży się w zależności od różnych losowych wypadków. Jak na razie nie sprawdziło się z przewidywań nic. Nie ma nikogo, kto jednoznacznie zasługiwałby na spadek, obrońcy tytułu brak w nawet szerokiej czołówce, a na podium jest tylko jeden zespół, którego można się było tam spodziewać – mowa o liderującej Lechii.
Słabość siłą „dołów tabeli”
Wisła Kraków i Korona Kielce to zgodnie z układem tabeli dwa najsłabsze obecnie kluby w naszej lidze. O dynamice zmian niech świadczy fakt, że jeszcze pięć kolejek temu obie ekipy dzieliło 11 punktów i 12 pozycji w tabeli. Teraz przy korzystnym układzie innych spotkań jedno zwycięstwo może spowodować awans dokładnie w środek stawki. Wymowne. „Białą Gwiazdę”, która od ponad miesiąca nie znalazła rywala zdolnego do jej pokonania, słabość innych ekip niesamowicie podbudowała pod względem moralnym. Trochę mniej szczęścia i woli walki przyczyniłoby się do oglądania reszty stawki z dystansu, który mógłby być nie do nadrobienia.
Kielczanie z kolei, mimo zawstydzającej serii porażek, mogą mieć w pamięci, jak solidnie punktowali na początku sezonu, przez co w każdej chwili mogą przełamać potężny kryzys. Obecnie zespół w niczym nie przypomina tej bandy sprzed kilku kolejek, teraz to raczej grupa facetów, która z każdym kolejnym meczem utwierdza się w przekonaniu, że nie jest zdolna do walki z kimkolwiek na tym poziomie. O skreślaniu „Złocisto-krwistych” nie może być jednak mowy.
Tak małych różnic po 13 kolejkach nie było dawno, w ostatnich latach „czerwoną latarnię” od okolic podium zawsze dzieliła dwucyfrowa strata.
Dwa kolejne przypadki to Ruch Chorzów i Górnik Łęczna. Ci pierwsi po niezłym początku szybko wylądowali na dnie, ale po ostatnim przekonującym zwycięstwie z Koroną mocno poprawili sobie humory i uwierzyli w swoje możliwości. Początkowy kac po utracie Mariusza Stępińskiego minął, świetnie radzi sobie Jarosław Niezgoda, który nareszcie zaczyna pokazywać swój olbrzymi potencjał, dzięki któremu za kilka lat może podążyć drogą niewiele starszego kolegi. Górnicy grający obecnie na stadionie w Lublinie od samego początku kręcili się w dolnych stanach ekstraklasy, nie dając jednak powodów do większej krytyki. Jak na swoje skromne możliwości prezentują się nieźle i w tym momencie wyglądają najsolidniej z grona „czternastopunktowców”.












