Mistrzowie: Spartak Moskwa wraca na szczyt z włoskim odkryciem na ławce


Massimo Carrera prowadzi klub do pierwszego triumfu w lidze od 16 lat

21 maja 2017 Mistrzowie: Spartak Moskwa wraca na szczyt z włoskim odkryciem na ławce

Juve DNA Vincente – takimi oto słowami witała swoich czytelników kilka miesięcy temu "La Gazzetta dello Sport". Jak to bywa w przypadku Włochów zakręconych na punkcie calcio, tytuł emanuje silną dawką entuzjazmu, którego mogliby pozazdrościć nawet producenci "Kocham Cię Polsko". Czym tym razem "Bianconeri" wprawili w ekscytację dziennikarzy? Pierwsza myśl – pewnie chodzi o kolejny pean ku czci żelaznej defensywy, prawda? Nie do końca, gdyż motyw przewodni dotknął nieco głębszej materii: filozofii. Albowiem do głośnego hasła dołączono wizerunki czterech gości w koszulkach "Bianconerich", pozujących, jak gdyby szykowali się do zdjęć w roli nowych nabytków drużyny. Tymi jegomościami okazali się Zinedine Zidane, Massimiliano Allegri, Antonio Conte i Massimo Carrera. Cztery trenerskie charaktery, które w tym miesiącu mogą triumfować (lub już tego dokonali) w swoich ligach. Wspólny mianownik – oczywiście Juventus.


Udostępnij na Udostępnij na

I chociaż było w tej okładce sporo prężenia muskułów, tak bardzo przecież charakterystycznego dla gorących południowców, a do samej tezy można by się, delikatnie mówiąc,”doczepić”, kolejne miesiące minęły, a status każdego z czterech szkoleniowców nie uległ zmianie. Conte jak szturmował Anglię, tak już za chwilę wypije mistrzowskiego szampana z Romanem Abramowiczem. Zinedine Zidane nie dość, że w lidze przewodzi, to jeszcze wkrótce jako pierwszy w historii może obronić Ligę Mistrzów. Przeszkodzić mu może z kolei Allegri świętujący już praktycznie trzecie scudetto w roli sternika „Juve”. W tym doborowym towarzystwie czwartym do brydża jest z kolei Massimo Carrera – jeszcze przed rokiem postać anonima, dziś natomiast kolejne wschodzące nazwisko włoskiej myśli szkoleniowej.

Nie co dzień zdarza się, aby w zasadzie niepracujący wcześniej na stanowisku głównego sternika człowiek zdołał w ciągu jednego sezonu przywrócić blask dawnej potęgi. A w przypadku Carrery właśnie jesteśmy świadkami czegoś takiego, gdyż pod jego wodzą mistrzostwo kraju osiągnął przed dwoma tygodniami Spartak Moskwa, po raz pierwszy od 2001 roku.

Spartak – kolejna odbudowana marka?

Kiedy biało-czerwoni ostatnio sięgali po ligowe trofeum w kraju, od zaledwie dwóch lat na stanowisku prezydenta urzędował Władimir Putin. Rosję z kolei dopiero czekały konflikty m.in. w Czeczenii z 2004 roku czy ten znacznie bardziej aktualny, toczony wokół Krymu. W świecie piłki zaś do największych rywali Spartaka należał przede wszystkim Lokomotiw. CSKA zaliczano w tym czasie do kategorii drugorzędnej (w 2001 roku „Wojskowi” zajęli dopiero siódme miejsce). Od tamtego czasu ciężar rywalizacji przesunął się bardziej w kierunku linii CSKA–Zenit z nielicznymi wyjątkami w postaci np. Rubina Kazań czy FK Rostów.

Mówiąc krótko, była to wówczas zupełnie inna epoka, z innymi finansami, które dopiero później dotarły do krajowej piłki.

Trudno dziwić się zatem kibicom Spartaka, którzy po tylu latach nieurodzaju mieli nie tyle prawo zatęsknić za prawdziwymi sukcesami, co nawet o nich zapomnieć. Lata w końcu mijały, a na realne zmiany nie było co liczyć. Tym bardziej, że w mistrzowskiej rywalizacji na przestrzeni ostatnich sezonów zawodnicy Spartaka zazwyczaj wywieszali białą flagę stosunkowo wcześnie. Dość powiedzieć, że w ostatnich czterech latach nie potrafili nawet znaleźć się na ligowym podium. Mizernie wiodło się również zespołowi na arenie międzynarodowej, gdzie przecież drużyna potrafiła ponieść klęskę w dwumeczu z Legią Warszawa.

Przez 16 lat próbowano już tylu eksperymentów, że nawet najwięksi optymiści mieli prawo zwątpić. Wydawać by się mogło, że w legendarnym zespole sróbowano już wszystkiego. Zatrudnienie dostali tu chociażby Unai Emery czy Stanisław Czerczesow. I także ponosili porażkę w walce o tytuł.

Specjalista od obrony

W sierpniu 2016 roku Massimo Carrera dołącza do sztabu szkoleniowego Spartaka w charakterze trenera odpowiedzialnego za formację defensywną. Orędownikiem jego zatrudnienia jest ówczesny szkoleniowiec drużyny Dmitrij Aleniczew. Zna bardzo dobrze język włoski, więc nie widzi przeszkód we wspólnej pracy z nowym „nabytkiem”. Dodatkowo liczy na wiedzę Carrery, dużo słyszał o jego profesjonalizmie i sukcesach, jakie ten odnosił, współpracując z przedstawicielami formacji defensywnych. Jeszcze nie wie, że ściąga do Moskwy swojego następcę, ot cały paradoks.

Footballholic.net

Wyrok na Alejniczewa przychodzi wkrótce. Drużyna już na etapie trzeciej rundy kwalifikacyjnej Ligi Europy odpada po dwumeczu z cypryjską AEK Larnaka. Dla właściciela klubu Leonida Fieduna tego już za wiele. Nie po to w końcu klub od 2014 roku występuje na nowoczesnym Otkrytije Arena, by odpadać na tak wczesnym etapie z europejskich pucharów. Tym bardziej, że tego samego lata drużyna wydała ponad 15 milionów euro na transfery, jak na rosyjskie warunki wcale nie tak mało. Ówczesny szkoleniowiec traci swoją posadę.

Niektórzy z perspektywy czasu dalej postrzegają negatywnie decyzję właściciela, wszak Alejniczew to legenda moskiewskiego klubu. Według tych samych opinii to w głównej mierze właśnie on położył solidne fundamenty, na bazie których dziś drużyna świętuje triumf w lidze. Czy rzeczywiście coś jest na rzeczy?

– Na pewno fundamenty położył Alejniczew, ale to nie umniejsza zasług Carrery. Ustawienie, styl to jedno, ale jak sam powiedział, kluczowe było to, że najpierw stworzyli rodzinę, a dopiero potem drużynę. To, jaka atmosfera panuje w tym zespole, to fenomen na rosyjską skalę. Nigdy nie obwinił piłkarzy za porażkę, zawsze brał ją tylko na siebie. No i oczywiście zmienił jeszcze zawodnikom dietę, na jego prośbę zatrudniono włoskiego dietetyka i kucharza. Lekkie śniadania, dużo warzyw i owoców. To też niby standard, ale nie w Rosji. Piłkarzom Spartaka chce się dla niego grać, zaszczepił w nich chęć wygrywania. Nawet teraz, po zdobyciu mistrzostwa, zaproponował najbardziej zmęczonym piłkarzom odpoczynek. Ilu się zgodziło? Żaden. Chcą iść na rekord punktów. Tak. Klucz na to był banalny, bo Spartak szedł konsekwentnie na mistrza praktycznie od startu ligi do jej końca – opowiada w rozmowie z nami ekspertka od rosyjskiej piłki, Katarzyna Lewandowska

Rewelacja ligi

Początkowo mało wskazuje na to, że Włoch obejmie stery po Alejniczewie. Fiedunowi w pierwszej kolejności marzy się Kurban Berdyjew, uznana w Rosji marka. Specjalista, który z anonimowego Rostowa zrobił rewelację poprzednich rozgrywek. Niestety dla właściciela, szkoleniowiec pochodzący z Turkmenistanu ostatecznie do Moskwy nie trafia. Wkrótce po fiasku negocjacji z Berdyjewem nowym trenerem zostaje Carrera.

Początkowo nowy szkoleniowiec nie ma lekko. Dla kibiców to postać stosunkowo anonimowa. Owszem, wiadomo powszechnie, że to były asystent Conte, człowiek doskonale przygotowujący zespół pod kątem defensywnym. Tylko czy to jest w stanie wystarczyć wymagającym fanom? Okazuje się, że ich wątpliwości zostają dość szybko rozwiane. W debiucie Carrery Spartak efektownie pokonuje Kransodar na własnym boisku 2:0. To jednak dopiero początek prawdziwych sukcesów. Od tamtego spotkania drużyna z Moskwy przewodzi w tabeli, tracąc pole position tylko na cztery kolejki. Chociaż przegrywa w prestiżowym spotkaniu z Zenitem na wyjeździe, odnosi coś bardziej wyjątkowego – triumf w derbach Moskwy z CSKA. W tym zwycięstwie nie ma ani krzty przypadku. Drużyna najzwyczajniej w świecie jest lepsza, dobrze zorganizowana i skuteczna.

Ostatecznie jesień Spartak pod wodzą Carrery kończy na pierwszym miejscu z ośmiopunktową przewagą. Bilans: 13 zwycięstw, 1 remis i 3 porażki.

Zimą w Rosji trwała dyskusja, a jej centralnym punktem było jedno pytanie – wytrzymają, a może nie? Jasne, Spartak to marka, a teraz ma jeszcze solidny skład, porządnego fachowca. W dodatku w przerwie między rozgrywkami udało się w Moskwie zatrzymać najlepszych zawodników. Wyglądało na to, że nie ma się czego obawiać. A jednak, niepokój wśród fanów pozostał. W końcu to tylko piłka, a licznik 16 lat może działać jak fatum pętające nogi.

– W zasadzie już w listopadzie można było wywnioskować, że mistrza mogą odebrać sobie sami. Poza trzema najpoważniejszymi wpadkami (z Kryljami w zeszłym roku, Rostowem ostatnio i SKA Chabarowsk w Pucharze) nie popełniali błędów kosztujących utratę punktów. Walczyli też do końca na 100 procent, jak z Orenburgiem, gdy zwycięską bramkę strzelili w 96. minucie – kontynuuje Katarzyna Lewandowska.

Ostatecznie nic takiego się nie dzieje. Spartak raz jeszcze rozgrywa porządną rundę, triumfując w kluczowych spotkaniach.

Problemy rywali

Gdzie w tym czasie była reszta stawki? Katarzyna Lewandowska nie pozostawiła suchej nitki m.in. na drużynie Zenita:

– CSKA akurat za Gonczarenki gra dość konsekwentnie, to poukładana zwłaszcza w obronie drużyna (stracili tylko 15 bramek). Za to Zenit… to temat na dłuższą rozprawę. Początek był obiecujący, fenomenalny comeback w meczu LE z Maccabi, a teraz? To cud, że są tak wysoko w tabeli. Zero stylu, brak motywacji zawodników, plotki o konflikcie Lucescu m.in. z Szatowem, jego ciągłe obarczanie sędziów winą za błędy i sugerowanie, że Spartakowi wszyscy pomagali w zdobyciu mistrzostwa – od prasy po samą górę. Nie wspominając o nowym stadionie z murawą wyglądającą jak pastwisko. Wszystko w tym sezonie szło nie tak. Jedyną drużyną, która grała ładniej od Spartaka, był Krasnodar. Nigdzie piłka nie chodzi tak jak wśród tych graczy.

Rewolucja? Raczej ewolucja

Eksperci zwracają uwagę, że obejmując zespół, Massimo Carrera nie dokonał przesadnej rewolucji. Włoch postanowił utrzymać kurs wytyczony przez poprzednika, modyfikując tylko kilka elementów. Dowód? Chociażby polityka kadrowa. Zespół Carrery to w głównej mierze zawodnicy, których ściągał jego poprzednik. Brakuje w zestawieniu drużyny jakichkolwiek piłkarzy, których obecność w Spartaku moglibyśmy połączyć bezpośrednio z postacią Włocha. Takim zawodnikiem nie jest nawet sprowadzony z Sampdorii za 12,5 miliona Brazylijczyk Fernando, który ze Spartakiem związał się jeszcze przed zakontraktowaniem Carrery. Oczywiście kłamstwem byłoby stwierdzenie, że zespół pod wodzą nowego szkoleniowca w ogóle nie wydaje pieniędzy. W samej tylko zimie klub wydał na kolejnych piłkarzy blisko 10 milionów euro. Byli to jednakże zawodnicy ligowi, co tylko potwierdza tezę, że Włoch nie zamierza tworzyć w Moskwie na siłę drużyny złożonej ze swoich rodaków. Jedyny wyjątek to znający grę na wschodzie Brazylijczyk Luiz Adriano.

To, co prawdopodobnie jest największą zasługą byłego asystenta Antonio Conte, to zmiana mentalności w szatni. Carrera jako były zawodnik grający na najwyższym poziomie potrafił zarazić zawodników zachodnią mentalnością. Umiejętnie połączył szatnię złożoną zarówno z rosyjskich zawodników, jak i zagranicznych przedstawicieli. Nie ma przypadku chociażby w tym, że szkoleniowiec kadry, Stanisław Czerczesow, teraz w dużym stopniu korzysta z zawodników Spartaka, takich jak chociażby Denis Gluszakow – lider i kapitan drużyny, odpowiadający za grę w środkowej strefie boiska. Nie ma również przypadku w tym, że jednym z największych odkryć i interesujących nazwisk pod kątem transferu jest młody, holenderski napastnik, Quincy Promes. Już dziś w kontekście jego transferu wymienia się m.in. Liverpool.

Filar defensywy

Wyjątkowy profesjonalista, lokalny idol i futbolowy fanatyk – w takich oto superlatywach moglibyśmy opisać włoskiego szkoleniowca Spartaka. Chociaż jego droga do roli samodzielnego szkoleniowca trwała kilka lat, dziś można śmiało stwierdzić, że była tego warta. Zanim jednak postanowił podjąć w pełni przemyślaną decyzję o karierze trenerskiej, przez wiele lat do niej jeszcze dojrzewał, biegając na boisku. I trzeba podkreślić, że tam również radził sobie wyśmienicie.

– Pamiętam go, niezwykle twardy i kompetentny obrońca, cały czas był w bardzo dobrej formie – takimi słowami po wielu latach wspominał Carrerę jeden z jego mentorów, Giovanni Trapatonni. Istotnie, to właśnie pod sterami legendarnego trenera ówczesny defensor święcił największe triumfy w trykocie Juventusu. Zanim jednak znalazł się w kręgu zainteresowań „Starej Damy”, musiał sobie solidnie zapracować na grę w takim zespole. A dokonał tego w barwach południowego Bari, gdzie już wkrótce mianowano go filarem defensywy, a następnie jednym z architektów awansu drużyny do Serie A. Jego wkład nie uszedł zresztą uwadze kibiców, którzy dla swojego kapitana przygotowali specjalne przyśpiewki.

Na początku ostatniej dekady XX wieku przyszedł jednak moment, gdy Carrera dokonał zdecydowanego kroku w swojej karierze, podpisując kontrakt ze „Starą Damą”. Można przypuszczać, że w tych przenosinach pomógł mu jeden szczególny mecz.

To był sezon 1990/1991. Do południowego miasta przyjechał Juventus, który walczył wówczas o kolejne scudetto. Wszyscy upatrywali w „Starej Damie” bezapelacyjnego faworyta, to miał być mecz z kategorii pojedynku między Dawidem a Goliatem. I rzeczywiście, idąc tokiem opowieści, miejscowi dokonali dużej niespodzianki, pokonując utytułowanego rywala. Carrera zaś został okrzyknięty jednym z najlepszych zawodników na placu gry. Dalszego ciągu tej historii łatwo można się domyślić. Rok później obrońca był już zawodnikiem „Juve”.

Bezapelacyjnie pobyt w stolicy Piemontu był w jego piłkarskiej przygodzie najbardziej udanym okresem. Trudno przecież dyskutować z faktami, a te mówią wyraźnie – w Turynie Carrera został mistrzem Włoch, zdobywcą krajowego pucharu, a także triumfatorem Ligi Mistrzów. Tego wszystkiego zdołał dokonać w ciągu pięciu owocnych lat.

Źródło: Wikimedia.org

 

Głodny gry do końca

Ogromna konkurencja w Juventusie i wieczny głód sukcesów nie pozostały bez wpływu na samego Carrerę. Po pięciu latach w turyńskim gigancie Włoch zakotwiczył w Atalancie Bergamo, w której zaliczył jeszcze ponad 200 występów. W 2003 roku, gdy rozstawał się z klubem, przewidywano, że Carrera ostatecznie zakończy karierę. Jego fanatyzm nie pozwolił mu jednak zawiesić butów na kołku. Jeszcze przez pięć lat występował w skromnych drużynach, aż w 2008 roku definitywnie powiedział pas w wieku 44 lat. Mógł sobie na to pozwolić, albowiem jego profesjonalizm objawiał się również w stylu życia. Massimo to wielki zwolennik zdrowego odżywiania i aktywności fizycznej.

Prawa ręka Conte

Reszta tej historii jest już dość powszechnie znana. W 2009 roku pracując w strukturach Juventusu, Carrera poznał Antonio Conte, który w przyszłości miał zostać głównym sternikiem „Starej Damy” znajdującej się wówczas w kryzysie. Dzisiejszy trenerski gigant musiał od razu coś dostrzec w Carrerze, gdyż jedną z jego pierwszych decyzji w roli trenera „Juve” było zaproszenie Carrery do współpracy. Tak rozpoczęła się wielka przyjaźń, która powiązała obu dżentelmenów na lata. Ze swoją prawą ręką u boku Conte świętował sukcesy zarówno na ławce „Juve”, jak i reprezentacji Włoch. Carrera zaś wreszcie mógł poczuć się istotną częścią kadry, ponieważ jako zawodnik miał okazję wystąpić tylko w jednym spotkaniu drużyny narodowej.

Wreszcie, obydwaj mogli na sobie polegać zarówno w momentach radości, jak wielkiego bólu. Carrera był przecież jednym z gości na weselu Conte. Pomagał mu również, gdy nad szkoleniowcem Juventusu ciążyły poważne zarzuty o ustawianie spotkań. Trener „Starej Damy” nie pozostał mu dłużny, zwłaszcza gdy jego asystent był oskarżony o spowodowanie śmierci dwójki osób w trakcie karambolu na autostradzie. Na początku 2011 roku Carrera prowadził po zmroku auto, nie będąc świadomy, że zbliża się do miejsca wypadku. Tymczasem na drodze doszło do zderzenia trzech samochodów. Podczas gdy ich kierowcy opuścili auta, by ocenić szkody, mercedes kierowany przez Carrerę uderzył w forda ka, zabijając jedną z kobiet na miejscu, podczas gdy kolejna zmarła później w szpitalu. Ostatecznie w 2013 roku sąd skazał Włocha na dwa lata i sześć miesięcy.

Grono autorytetów

W swojej filozofii obecny trener Spartaka czerpie z wielu wzorców. Sam przecież podkreśla, z jakimi to doskonałymi fachowcami współpracował jako piłkarz. Jest w nim z pewnością dużo Trapattoniego. Tak samo jak szkoleniowiec–weteran Carrera podchodzi do swoich obowiązków niezwykle profesjonalnie. Bardzo doceniał gesty szkoleniowca Juventusu, gdy ten zostawał z nim po treningach, ćwicząc poszczególne elementy. Duży wpływ na niego miał również trener, z którym współpracował w Bari – Enrico Catuzzi. To on miał podobno zaszczepić w Massimo zainteresowanie systemem 1-4-3-3. Z kolei z okresu gry w Atalancie Carrera wspomina bardzo dobrze świetne połączenie młodzieży i doświadczonych zawodników.

Trudno na dzień dzisiejszy przewidzieć, w jakim kierunku potoczą się losy trenera Spartaka. Na pewno trzeba mu oddać chwałę za kończący się w Rosji sezon. To, że Spartak był od początku rozgrywek najlepszym zespołem, nie podlega dyskusji. Jasne, momentami jego gra nie była porywająca, by nie powiedzieć frustrująca. Czasem zawodnikom z Moskwy sprzyjało również szczęście, zwłaszcza gdy przesądzali mecz na własną korzyść w doliczonym czasie gry. Nie zmienia to jednak faktu, że nowi mistrzowie kraju punktowali konsekwentnie, budując nad resztą stawki bardzo dużą przewagę. Wiemy zaś, że dobrego trenera poznajemy też po tym, jak potrafił przez cały sezon utrzymać solidność i mobilizację drużyny. Carrerze zaś ta sztuka się udała niemal perfekcyjnie.

– Wróżę Carrerze karierę. On jest też dowodem na to, że najlepsze rzeczy powstają z przypadku. Miał tylko pomagać Alejniczewowi uporządkować obronę, po jego zwolnieniu Spartak chciał zatrudnić Berdyjewa, a jednak zdecydował się na obsadzienie w roli głównego szkoleniowca Carrery. Strzał w 10. Massimo już zresztą pokazał, że ma zadatki na głównego trenera, gdy zastępował w Juventusie Conte. Ale prawdziwy sprawdzian przed nim, czyli Liga Mistrzów. Ona chyba najlepiej zweryfikuje jego dalszą drogę.

Spartak Carrery to przede wszystkim fenomenalna organizacja gry, posiadanie piłki i agresywność. Ot, coś banalnego, ale przy dołączeniu tej wyżej wspomnianej atmosfery i wpojeniu graczom mentalności zwycięzców przyniosło to efekt w postaci mistrzostwa po 16 latach – zakończyła rozmowę z nami Katarzyna Lewandowska.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze
Newsletter piłkarski