Valencia pokonała 2:1 Espanyol w ostatnim niedzielnym meczu 15. kolejki Primera Division. Spotkanie stało na przeciętnym poziomie, a bohaterem starcia został Roberto Soldado, który potrzebował zaledwie trzech minut, aby zdobyć zwycięską bramkę.
Spotkanie na Estadio Mestalla nie spełniło pokładanych w nim nadziei i jeśli nie liczyć korzystnego wyniku „Nietoperzy”, to rozczarowało kibiców. Mecz poprzedziła ceremonia, podczas której legenda klubu, Mario Kempes, otrzymała pamiątkową koszulkę Valencii.

Emocje rozpoczęły i niemal skończyły się już w 5. minucie, kiedy to po dograniu z rzutu rożnego piłka znalazła się w siatce, ale chwilę wcześniej sędzia przerwał grę i odgwizdał faul Didaca na Dealbercie – gracz Espanyolu wyraźnie przytrzymywał za koszulkę zawodnika gospodarzy i faul z pewnością był, jednak wątpliwości wzbudziło zachowanie arbitra, który nie zdążył jeszcze w tym spotkaniu choćby raz uprzedzić piłkarzy, że taka gra może być surowo karana. Do ustawionej na jedenastym metrze piłki podszedł Tino Costa i pewnym strzałem nie dał szans Cristianowi Alvarezowi, który nie zaliczył tego wieczora do wybitnie udanych, gdyż kilkukrotnie popisywał się niepewnymi interwencjami w stylu wypluwania piłki przed siebie przy strzałach z dystansu czy pomyłek po dośrodkowaniach w pole karne.
Zupełnie inaczej poczynał sobie jego vis-a-vis, Diego Alves, który w 19. minucie popisał się udaną paradą po strzale Alvaro Vazqueza. Opis ciekawych i groźnych momentów w pierwszej połowie zakończył się w 36. minucie, kiedy to strzał Aduriza po dośrodkowaniu z rzutu rożnego o centymetry przeleciał obok słupka. Spotkanie stało na przeciętnym poziomie, a sędzia często sięgał do kieszeni po żółty kartonik – tylko w pierwszej połowie pokazał sześć żółtych kartek, z czego jedną dla… będącego na ławce rezerwowych Jordiego Amata. Do przerwy Valencia prowadziła 1:0 i mało co wskazywało, aby w drugiej części spotkania kibice byli świadkami wielkiego widowiska.
Przez pierwszych kilkanaście minut drugiej połowy nadal z boiska wiało nudą, jednak sytuacja zmieniła się w 69. minucie, kiedy to Espanyol wyrównał. Prostopadłe podanie tuż przy linii końcowej opanował Thievy i dograł na piąty metr, gdzie piłkę przepuścił Rui Fonte, a ta dotarła do stojącego za nim Hectora Moreno, który na raty pokonał Alvesa. Od tego momentu gra obydwu drużyn w końcu zaczęła przypominać poziom ligi hiszpańskiej, gdyż obie strony były zdeterminowane, aby w tym spotkaniu wywalczyć komplet punktów. Trener „Nietoperzy” nie czekał dłużej i po chwili na boisku pojawił się Roberto Soldado, oszczędzany na prawdopodobnie najważniejszy mecz jesieni z Chelsea.
Napastnik przymierzany do kadry Hiszpanii nie kazał długo czekać na popis swoich umiejętności i już trzy minuty po wejściu na boisko zdobył decydującą bramkę dla swojej drużyny. Z rzutu rożnego dośrodkował Tino Costa, Soldado urwał się obrońcom i kapitalnym strzałem głową pokonał Alvareza, a Valencia ponownie objęła prowadzenie, ku rozpaczy przyjezdnych z Barcelony. Czas uciekał, a Espanyol tylko potwierdzał, że wyrównujący gol był raczej dziełem przypadku niż rzeczywistych możliwości Katalończyków tego dnia. Końcowe minuty nie przyniosły szturmy gości na bramkę Alvesa, jeśli nie liczyć dośrodkowań Weissa i Verdu, które bez problemu wybijał Jordi Alba.











