Beniaminek z Kraju Basków mógł i powinien wywieźć z Almerii trzy punkty, jednak gol strzelony w doliczonym czasie gry pogrzebał szanse Realu na drugą wygraną z rzędu. Mecz zakończył się wynikiem 2:2, a gole strzelali kolejno: Tamudo, Piatti, Sutil oraz Ulloa

Drużyny przystępowały do meczu w zgoła innych nastrojach. Gospodarze w pierwszej kolejce zdobyli tylko punkt, nie prezentując się zbyt dobrze w starciu z Osasuną. Goście z kolei odnieśli niezwykle cenne zwycięstwo nad zawsze mocnym Villarrealem. Almeria grała o poprawę humoru, Sociedad o potwierdzenie zupełnie niebeniaminkowych aspiracji.
Pierwsze minuty spotkania upłynęły na wzajemnym badaniu się. Drużyny na zmianę konstruowały akcje, jednak dała się zauważyć nieznaczna przewaga gospodarzy. Do czasu. W 8. minucie gola strzelił nowy nabytek drużyny z Kraju Basków, Raul Tamudo. Były kapitan Espanyolu wykorzystał świetne podanie Zurutuzy i pewnym strzałem głową nie dał szans Diego Alvesowi. Brazylijskiemu golkiperowi pozostało tylko nakrzyczeć na obrońców, którzy nie upilnowali snajpera, pozwalając mu strzelić 126 gola w Primera Division. Ponad dziesięć minut czekali kibice na kolejną ciekawą akcję, tym razem po stronie Almerii. Claudio Bravo zaliczył świetną interwencję, ale potem musiał skapitulować. Gola strzelił Piatti, gola ze spalonego, jak pokazały powtórki. Filigranowy Argentyńczyk był przez całą pierwszą połowę bardzo aktywny, ustawiał się nawet do muru, denerwując defensorów rywali. 30-centymetrowa luka nad głową rozgrywającego Almerii wyznaczała idealną trajektorię lotu piłki. Piatti irytował obronę Sociedadu, a atak Basków strzelał kolejną bramkę. Piękne podanie Zurutuzy na gola zamienił Sutil. Poza strzelcami goli i asystującym przy nich rozgrywającym z Baskonii, bohaterem pierwszej połowy był z pewnością Claudio Bravo, który kilka razy w sposób niesamowity zatrzymywał Piattiego, Crusata i spółkę. Pierwsza połowa to przede wszystkim ładna, szybka gra z obu stron, bez oszczędzania się. Trzy bramki, kilka ładnych akcji, kilka ładnych parad bramkarzy – kwintesencja dobrego meczu.
Druga połowa zaczęła się od ostrego uderzenia Almerii. Najpierw doskonałego podania Crusata na bramkę nie zdołał zamienić Piatti, potem na drodze Bernardello stanął świetnie dysponowany Claudio Bravo. Kolejne minuty nie zmieniły obrazu gry. To gospodarze częściej i groźniej atakowali, Baskowie ograniczyli się do szybkich kontr. Bardzo dobrze grał Goitom. Często cofał się przed pole karne i rozgrywał piłkę z kolegami. Statystyki posiadania piłki wskazywały wyraźnie, kto dominuje. Przez 66% czasu gry przy piłce byli gracze Almerii.
Przeciętny kibic w czasie drugiej połowy mógł, a może nawet powinien przysnąć. Twarze hiszpańskich fanów były bardziej znudzone niż zwykle, nawet ulubiony słonecznik skubali jakby wolniej. Żeby nie dopełniać obrazu nudy wiejącej z murawy, najpierw Crusat, a potem Griezmann spróbowali swoich sił w konkurencji: strzel gola w ostatnich minutach. Żaden z nich nie wygrał. Tę nagrodę zgarnął pomocnik Almerii, Jose Ulloa, który w doliczonym czasie dał swojej drużynie jakże ważny punkt.











