Padający śnieg, problem z oświetleniem, ładne gole, bezradny Górnik i wspaniały Ruch. Tak w kilku słowach można opisać 94. Wielkie Derby Śląska zakończone zwycięstwem chorzowian aż 3:0.
Kibice zgromadzeni na stadionie przy ulicy Cichej w Chorzowie, patrząc na aurę panującą nad boiskiem, mieli prawo zwątpić, czy to naprawdę już runda wiosenna. Z każdą minutą śnieg padał coraz bardziej, przez co sędzia Marcin Szulc rozpoczął mecz z dziesięciominutowym opóźnieniem po to, aby służby porządkowe przy boisku mogły narysować linie na kolor różowy.

W pierwszych minutach żaden z piłkarzy nie chciał ryzykować kombinacyjnych akcji, w wyniku czego piłka grana była jak najdalej od własnej bramki. W 9. minucie meczu po faulu Rafała Grodzickiego (który otrzymał żółtą kartkę), Górnik miał pierwszą okazję do dośrodkowania piłki z rzutu wolnego. Na szczęście dla Ruchu, z bramki do centry wyszedł Perdijć i wypiąstkował piłkę, oddalając zagrożenie. Na odpowiedź godną uwagi musieliśmy czekać do 20. minuty. Kolejny rzut wolny – tym razem dla Ruchu. Do piłki podszedł Marek Zieńczuk i z odległości około 25 metrów chciał zaskoczyć Stachowiaka, ale trafił prosto w ręce bramkarza gości.
Mimo panujących warunków w drugiej części pierwszej połowy, podopieczni Waldemara Fornalika potrafili dłużej utrzymać się przy piłce, przez co stworzyli kilka dogodnych okazji. Bardzo dobrą sytuację miał Maciej Jankowski, który znajdując się na linii pola karnego, miał przed sobą tylko golkipera Górnika, ale uderzył metr obok długiego słupka. Wiele zagrożenia stwarzał również Arkadiusz Piech. Po jego zagraniach i dośrodkowaniach w obronie zabrzan panował wielki chaos. Piłkarze trenera Nawałki ograniczali się tylko do wybijania piłki na połowę przeciwnika.
Pierwszą dogodną akcję górnicy mieli w 31. minucie meczu, kiedy po dośrodkowaniu Roberta Jeża w polu karnym znalazł się Grzegorz Bonin, ale pomocnik drużyny, grającej w tym spotkaniu w czerwonych koszulkach, nie trafił z pierwszej piłki w bramkę. Ta sytuacja nie zmienia jednak wyobrażenia o pierwszej połowie. Ruch miał przewagę i na pewno po tej części meczu podopieczni trenera Fornalika zasłużyli na pochwałę.
Na samym początku drugiej połowy doszło do bardzo dziwnej sytuacji, na stadionie przy ulicy Cichej zgasły wszystkie światła. Sędzia Szulc zarządził więc, aby piłkarze obu drużyn wrócili do szatni, póki awaria nie zostanie naprawiona. Wymuszona przerwa trwała około 10 minut.












