Szwecja wygrała dwa pierwsze spotkania w ramach eliminacji do mundialu. Wracający po niemal 5-letniej przerwie w kadrze Zlatan Ibrahimović z asystami, ale gra Szwedów nie porywa mimo nieco słabszych rywali. To dobry prognostyk dla Polaków przed starciem z reprezentacją „Trzech Koron”.
Na przedmeczowej konferencji popularny „Ibrakadabra” był bardzo spokojny i stonowany. – Jestem tutaj nie tylko jako Zlatan, lecz dlatego, że wiem i czuję, że mogę pomóc. Że mogę dać rezultaty ważne dla całego kraju, którego jestem częścią. Z drugiej strony wiem, że jestem tylko kawałkiem łamigłówki i puzzli, którą ułoży nasz selekcjoner Janne Andersson. Z mojej strony obiecałem mu wygrywanie meczów.
Potem nastąpiło coś nieoczekiwanego. Ibrahimović wzruszył się na pytanie o reakcję rodziny na wiadomość o powołaniu do kadry. Szwed musiał powstrzymać łzy i wziąć oddech, dlatego dziennikarze chwilę musieli zaczekać na odpowiedź. – Są ze mnie bardzo dumni, choć nie jest to dobre pytanie. Mój syn Vincent płakał, gdy wychodziłem z domu, by przyjechać na zgrupowanie. Dzieje się tak za każdym razem, gdy gdzieś wyjeżdżam, a to nie jest dla mnie łatwe – powiedział wzruszonym głosem, żeby po chwili przypomnieć, że jest dalej tym samym „Ibrą”. – Jestem tylko człowiekiem, mimo że Supermanem.
Słaba gra dała sześć punktów
Inauguracja eliminacji dla Szwedów była słodko-gorzka. Słodka, bo wygrana, a gorzka, bo jednak trzy punkty zostały zainkasowane po słabej grze. „Ibra” jest jak wino, ale w meczu z Gruzinami był jak nasze ulubione, odkorkowane i pozostawione na kilka dni w lodówce – smaczne, chłodne, jednak to nie to samo co świeżo otwarte; bez efektu „wow”. Co prawda asystował przy bramce, lecz jego sympatycy na pewno liczyli na więcej, szczególnie z tak przeciętą drużyną, jaką jest Gruzja. Przytrzymywał piłkę z przodu, wygrywał pojedynki powietrzne, ale nie błyszczał, jakby się tego spodziewano. Został zmieniony w końcówce meczu. Zresztą cała szwedzka reprezentacja nie pokazała kibicom piękna futbolu i efektownej gry. Można nawet stwierdzić, że trochę zmęczyła oczy, zrobiła swoje i przygotowuje się do następnego spotkania.
Mecz z Kosowem w wykonaniu Szwedów był nieco lepszy. Stworzyli sobie dużo sytuacji, z których wręcz powinna paść bramka, jak np. sam na sam Isaka. Aktywniejszy Forsberg i więcej przebłysków geniuszu „Ibry” (asysta piętą w jego stylu) przełożyły się na końcowy rezultat 3:0. Ten wynik mógł być zupełnie inny, gdyby Kosowianie zachowali więcej zimnej krwi pod bramką Kristoffera Nordfeldta. Pomimo drugiego zwycięstwa i wyższego wyniku w grze Szwedów widać brak skuteczności i swojego rodzaju pragmatyzm, jaki serwują kibicom podopieczni Janne Anderssona. Ostatnim sprawdzianem Szwecji przed Euro będzie mecz towarzyski z Estonią.











