Wrocławianie do meczu z Sosnowcem przystępowali jako zespół, który ostatnie domowe zwycięstwo w ekstraklasie zanotował 23 września. Ligowy debiut trenera Vitezslava Lavički był zatem idealną okazją, by tę niechlubną passę zakończyć. I tak, jak można było wyrokować, przełom nastąpił, tylko że… zaznaczmy: z najgorszym zespołem w lidze. Jak wobec tego powinniśmy oceniać ten triumf?
Z jednej strony przekonujący wynik 2:0, ale z drugiej świadomość, że na tle takiego rywala jedynie Lech (w obecnej formie) miałby trudności. „Chłopcy znad Brynicy” tworzą przez większą część sezonu jednoosobową grupę, którą prześmiewczo możemy nazywać „dostarczycielami punktów”. Rzeczywistości nie da się oszukać, ale to oczywiście nie oznacza, że sukces „Wojskowych” należy deprecjonować. Mecz sprzed tygodnia był dobrym prognostykiem na przyszłość, o czym poniżej.
Brakowało klucza zamykającego drzwi
I takowy został odnaleziony. Wrocławski zespół w wielu meczach rundy jesiennej nie grzeszył skutecznością w obronie własnej bramki, co doskonale pokazują statystyki. Jedynie trzy razy „na zero z tyłu” w 21 kolejkach. Ser szwajcarski? To mało powiedziane. Jeszcze w sierpniu, gdy liga nabierała dopiero rozpędu, Tadeusz Pawłowski (ówczesny trener WKS-u) deklarował wprost: – Musimy pracować, by nie tracić głupich bramek. Cóż, pracy na pewno nie zabrakło, ale o pozytywnych skutkach nie mogło być mowy.
Największym problemem czym prędzej zajął się Vitezslav Lavička podczas zimowych przygotowań. Czech m.in. podkreślał, że na zajęciach wiele uwagi poświęcał konkretnym zachowaniom na boisku oraz analizowaniu sparingów pod kątem gry obronnej. Nadzieje wobec słów nowego szkoleniowca oraz defensywy w innym wydaniu były zatem oczywiste. I ku zadowoleniu fanów Śląska okazało się, że „Wojskowi” potrafią sprostać tym nadziejom. Zagłębie zostało zneutralizowane przez dobrze broniącą ekipę.
– Bardzo cieszy wynik na zero z tyłu, tym bardziej że trener Lavička nie mógł skorzystać z zawieszonego Łukasza Brozia (zastąpił go na prawej obronie Piotr Celeban). Czy możemy mówić o pierwszych efektach pracy trenera? Na pewno gra Śląska wyglądała lepiej niż przed przerwą zimową, ale o prawdziwych efektach będziemy mogli powiedzieć dopiero po kolejnych spotkaniach z różnymi przeciwnikami – mówi Klaudia Haor (redaktorka ŚląskNet.com) dla iGol.pl.











