W trzech spotkaniach rundy wiosennej Śląsk Wrocław raz zremisował i poniósł dwie porażki. Przewaga nad strefą spadkową topnieje, a powodów do optymizmu nie widać. Jaka jest przyczyna tak słabej gry zespołu, który latem reprezentował nasz kraj w europejskich pucharach?
Sytuacja jest bardzo skomplikowana, a przyczyn słabych wyników kilka. Przed sezonem nikt we Wrocławiu nie zakładał walki o utrzymanie w ekstraklasie, a być może trzeba będzie na tym się skupić. Jeszcze kilka słabszych wyników, a posada Jacka Magiery zacznie być kwestionowana.
Transferowe zamieszanie
Zimowe okienko transferowe może być dla trenera Śląska pewnym wytłumaczeniem. Z Wrocławia do Hellasu Verona trafił Mateusz Praszelik. Pomocnik był jednym z najlepszych zawodników zespołu, jego brak jest bardzo widoczny. Jeszcze kilka dni temu wydawało się, że do Chin odejdzie Erik Exposito. Changchun Yatai zdecydował się złożyć bardzo korzystną ofertę za hiszpańskiego napastnika, co sprawiło, że propozycja miała zostać przyjęta.
Śląsk dostałby za swojego piłkarza ponad 2 miliony euro. Część z tej kwoty z pewnością zostałaby przeznaczona na następcę Hiszpana. Transfer jednak trwa bardzo długo, ponieważ do gry w Chinach zawodnik WKS-u potrzebował wizy. Odebrał ją 15 lutego, więc sprawy powinny nabrać tempa. Na ten moment w ataku występuje Fabian Piasecki, który nie gwarantuje odpowiedniej jakości.
Na początku tygodnia miał miejsce kolejny zwrot akcji. Chińczycy mieli coś zmieniać w kontrakcie Exposito. Na ten moment ma on wrócić do Śląska i pozostać zawodnikiem wrocławian.
Fatalna gra w obronie
Gra defensywna Śląska jest bardzo słaba od początku sezonu. W 22 spotkaniach wrocławianie stracili aż 36 goli. Gorzej pod tym względem wypadają tylko: Zagłębie Lubin, Górnik Łęczna i Bruk-Bet Nieciecza. Mając odpowiedni potencjał ofensywny, można pewne mankamenty w obronie maskować. Obecnie jednak tej jakości brakuje.
Pierwsze spotkanie rundy wiosennej pokazało problem z obroną przy stałych fragmentach gry. Lechia zdobyła w ten sposób dwie bramki, a zawodnicy Magiery zachowywali się bardzo biernie. Następnie Śląsk zremisował mecz z Górnikiem Łęczna. Gra w tym spotkaniu była całkiem niezła, choć padający śnieg sprawił, że o boiskowych wydarzeniach decydował przypadek.
Podsumowaniem karygodnej postawy defensywnej wrocławian była rywalizacja z Piastem Gliwice. Najpierw strzałem głową Szromnika pokonał Kądzior, który nie słynie z dobrej gry głową. Druga stracona bramka to kuriozalne trafienie samobójcze Patryka Janasika. Jakby tego było mało, najgorsze dopiero czekało kibiców klubu z Wrocławia. Przy ostatnim trafieniu Kamila Wilczka skompromitował się Diogo Verdasca. Portugalczyk poślizgnął się, a następnie w pozycji leżącej obserwował dalszy przebieg wydarzeń.











