Przed meczem z Lechem Poznań Śląsk Wrocław pozostawał jedyną niepokonaną drużyną w lidze. Spotkanie z podopiecznymi Macieja Skorży jednakże boleśnie zakończyło ten status. Poznaniacy obnażyli wszelkie słabości „Wojskowych”, co zakończyło się gładkim 4:0. Przed meczem trudno było się spodziewać aż tak wysokiej porażki, lecz patrząc na jego przebieg, była ona jak najbardziej adekwatna do tego, co działo się na boisku.
Co ciekawe, było to dopiero pierwsze starcie Jacka Magiery z Maciejem Skorżą. Trener Śląska jednakże z całą pewnością nie będzie go miło wspominał. Zwłaszcza że „uczeń” z pewnością chciał pokonać „mistrza”. Magiera bowiem był asystentem Skorży w Legii Warszawa.
Śląsk Wrocław i koszmarne błędy w obronie
Obserwując spotkanie Śląska z Lechem Poznań, można było odnieść wrażenie, że już gdzieś widziało się ten mecz. Mowa o rewanżu z Hapoelem Beer Shewa w Izraelu, który potoczył się w zasadzie bliźniaczo. Bardzo szybko stracona bramka, kryminały w obronie. Zaczęło się już w 2. minucie, kiedy to Dino Stiglec nie dobiegł w porę do Joao Amarala, a ten pewnym strzałem nie dał żadnych szans Michałowi Szromnikowi.
Bramka na 2:0 to również wina zawodników Jacka Magiery. Po krótkim rozegraniu rzutu rożnego piłkarze Śląska kilka razy wymienili między sobą piłkę. Akcja ta zakończyła się zablokowanym strzałem Krzysztofa Mączyńskiego. Futbolówkę przejął Jakub Kamiński, który przebiegł całe boisko, nie mając przed sobą żadnego rywala, i pokonał bramkarza gości. W przypadku tej akcji zawiniło ustawienie piłkarzy Śląska – prosty przechwyt po rzucie rożnym wystarczył, aby wykreować sobie stuprocentową sytuację.
Trzecia bramka to z kolei bierność w obronie. Kamiński wbiegł z piłką w pole karne i dostał naprawdę dużo czasu, aby zastanowić się, jak pokonać Szromnika. Jakub Iskra oraz Szymon Lewkot nie wykazali się w tej sytuacji pazernością, jaką zdecydowanie powinni.
Ostatnia bramka wynikła z błędu indywidualnego Lewkota. Obrońca Śląska w prosty sposób, za sprawą pressingu Kamińskiego, stracił piłkę przed swoim polem karnym, co bezlitośnie wykorzystał Mikael Ishak. Szwed stanął sam na sam ze Szromnikiem i podwyższył prowadzenie swojego zespołu. Sytuacja ta mogła przypominać pierwszą bramkę dla Hapoelu we wspomnianym meczu eliminacyjnym. Wówczas Lewkot próbował zagrać głową do bramkarza, co skończyło się wyłożeniem futbolówki nadbiegającemu zawodnikowi gospodarzy. Trzeba przyznać, że tak proste, a zarazem tragiczne w skutkach błędy zdarzają się temu zawodnikowi nad wyraz często.










