Słaby początek Tottenhamu – czy to wina przegranej w LM?


Tottenham Hotspur jak na razie gra w kratkę. Czy uda mu się wrócić na właściwe tory?

30 sierpnia 2019 Słaby początek Tottenhamu – czy to wina przegranej w LM?
Sang Tan

Wielu zarówno kibiców, jak i ekspertów zastanawia się, co się stało z efektowną i efektywną grą zeszłosezonowego Tottenhamu. Czy są jakieś nadzieje na to, aby jego gra się poprawiła. Od początku sezonu gra Spurs nie wygląda, delikatnie mówiąc, zbyt okazale i wygląda na to, że Maurizio Pochettino na razie nie ma pomysłu na poprawę gry swojego zespołu.


Udostępnij na Udostępnij na

Na pierwszy rzut oka można zauważyć, że przyczyną słabej gry na początku sezonu jest złe przygotowanie przedsezonowe. Powodem może być też to, że „Koguty” nabyły trzech nowych pomocników, którzy w teorii powinni być wzmocnieniem. No właśnie, zacznijmy od problemów w linii formacji, która jest najbardziej odpowiedzialna za kreowanie gry i tworzenie sytuacji bramkowych. Tutaj wesoło nie jest, można wręcz pokusić się o stwierdzenie, że jest po prostu tragicznie. Piłka nożna to sport, który daje nam wiele radości nie tylko ze względu na wyniki, jakie osiąga drużyna. Czynnikiem składowym jest też styl, jakim gra. U podopiecznych Pochettino, szczególnie w pomocy, najzwyczajniej w świecie wieje nudą…

Problemy z pomocą

W ostatnim meczu z Newcastle (przegranym zresztą 0:1) Tottenham Hotspur oddał zaledwie dwa celne strzały. Jak już wcześniej wspominaliśmy, to pomocnicy w większości są odpowiedzialni za tworzenie sytuacji bramkowych. Skoro tak, patrząc na same statystyki, jak można ocenić linię pomocy drużyny z północnego Londynu?

Następną kwestią jest to, że drużyna Tottenhamu nie potrafi grać z zespołami z dobrze zorganizowaną defensywą. Drużyna Steve’a Bruce’a wyszła na mecz w ustawieniu 5-4-1, jak się okazało, była to znakomita receptura na drużynę Pochettino. Piłkarze, którzy grają prostą, przewidywalną piłkę, nie mają szans przejść drużyny, która jest nastawiona głównie na obronę. Kolejny przykład z meczu przeciw Newcastle United, w którym gra pomocników wyglądała na zasadzie kilku podań w poprzek boiska, wrzutka lub czasem strzał, ale wymuszony (stąd zaledwie dwa celne strzały).

Kolejnym punktem odnośnie do słabej gry „Kogutów” jest mecz z Manchesterem City. Z jednej strony, remis przeciwko takiej drużynie wygląda raczej dobrze niż źle. Z drugiej strony, gdy popatrzymy już na styl gry, jakim raczyła nas drużyna z północnego Londynu, to pozytywów próżno szukać. Znowu zaledwie trzy strzały w całym meczu i żeby skontrastować liczbę strzałów obu drużyn, przytoczmy sumę oddanych strzałów City, która wynosiła 30(!). Zresztą Spurs byli blisko przegrania tego meczu, także ze względu na sytuację z ostatnich minut, gdy stracili bramkę, ale po weryfikacji VAR gol nie został uznany.

Jedynym jasnym punktem, jaki pojawia się ekipie Maurizio Pochettino, wydaje się Christian Eriksen. Niestety nie ma on zbyt wielu okazji do występu w wyjściowym składzie i być może to błąd. Patrząc na grę wszystkich zawodników Spurs, dojdziemy do wniosku, że to Eriksen najbardziej ożywia ich grę i przynajmniej coś się dzieje. Problemem może być to, że Christian może odejść niebawem z klubu, ponieważ nie chciał przedłużać kontraktu, który kończy się po tym sezonie.

Na ratunek nowi zawodnicy

Wydaje się, że Maurizio Pochettino będzie musiał wprowadzić zmiany w szeregach swojego zespołu. Najrozsądniejszym rozwiązaniem będzie wdrożenie do pierwszej jedenastki nowych zawodników. Trener Spurs już zaczął działać w tym kierunku i jeśli chodzi o tę kwestie, wychodzi mu to na dobre. Tanguy Ndombele, który jest najdroższym nabytkiem „Kogutów”, miał już okazję wystąpić w dwóch meczach. W występach tych popisał się już jedną bramką i asystą, co jest na pewno dobrym prognostykiem.

Do dyspozycji Pochettino ma również młodego Lo Celso. Argentyńczyk przyszedł do zespołu z północnego Londynu na zasadzie rocznego wypożyczenia z opcją wykupu. Do tej pory rozegrał około 40 minut w barwach Tottenhamu. Być może trener „Kogutów” zacznie z niego częściej korzystać. Lo Celso strzelił bowiem w poprzednim sezonie 16 bramek i zanotował sześć asyst w 46 meczach.

Na skrzydle może pomóc Ryan Sessegnon. Młody Anglik podpisał z klubem z północnego Londynu kontrakt, który ma obowiązywać sześć lat. Sessegnon zapowiada się obiecująco, szczególnie że ma już za sobą występy w młodzieżowej reprezentacji Anglii. Co więcej, Ryan w 2017 roku został wybrany na najlepszego piłkarza turnieju na mistrzostwach Europy U-17. Na razie Pochettino musi się wstrzymać od jego usług, ponieważ w tym momencie Anglik jest kontuzjowany.

Przyczyn problemów można szukać w zeszłym sezonie

Kibice Spurs doskonale pamiętają to ekscytujące i niecierpliwe czekanie, kiedy to w końcu będą mogli obejrzeć mecz i przeżywać emocje na nowiutkim stadionie Tottenhamu. Z pewnością były ogromne oczekiwania jakościowe co do stadionu, ale także i sportowe. Sportowe, czyli te, w których piłkarze wygrywają na swoim stadionie i tworzą z nowej dumy „Kogutów” twierdzę trudną do zdobycia… I z początku faktycznie tak było. Być może wynikało to ze zwykłej ekscytacji i motywacji. Jednak później te emocje opadły i przyszły porażki także na własnym boisku.

Jednak wróćmy stricte do przyczyn słabej formy Tottenhamu. I w tym miejscu musimy się cofnąć o pół roku, aż do lutego. Bo to właśnie wtedy prawdopodobnie zaczął się prawdziwy kryzys. Wielu z Was pewnie będzie zdziwionych. No bo jak to? Przecież „Koguty” awansowały do samego finału Ligi Mistrzów, a dzięki czwartemu miejscu w Premier League zdołały awansować do kolejnej edycji najbardziej prestiżowych rozgrywek europejskich.

Owszem, ale czy ktokolwiek zwrócił uwagę na bilans spotkań, jakie drużyna z północnego Londynu odnotowała od lutego 2019 roku? Otóż piłkarze Spurs zanotowali zaledwie sześć zwycięstw przy dziesięciu porażkach i dwóch remisach. Śmiało można nazwać to grą w kratkę. I teraz na początku sezonu można powiedzieć, że taka gra jest kontynuowana. Tottenham bowiem ma na koncie po jednym: porażce, remisie i zwycięstwie.

Również w zeszłym sezonie można było zauważyć zjawisko, które mogło drażnić przeciwników drużyny z Londynu. Natomiast kibiców z pewnością ekscytować. Mamy tutaj na myśli bramki strzelane w samych końcówkach meczów. Wiele razy Tottenham ratował swoją skórę, trafiając do siatki rywala w ostatnich minutach meczu i niejednokrotnie w doliczonym czasie gry.

Czy problem leży w głowie Pochettino?

Przyczyn może być wiele, ale przytoczymy jeszcze jedną tezę, która może być odpowiedzią na słabą formę Spurs. Otóż trener drużyny z Londynu wyznał, że po przegranym finale LM z Liverpoolem był tak załamany, że nie wychodził z mieszkania przez dziesięć kolejnych dni. Być może porażka ta dalej siedzi Argentyńczykowi gdzieś z tyłu głowy. I być może przez to również nie może poukładać drużyny w odpowiedni sposób.

Niestety trudno jest odpowiedzieć na pytanie, jak poradzi sobie zespół z północnego Londynu. Nie wiadomo też, czy dane mu będzie kolejny raz spróbować swoich sił w finale LM, a także nawiązać kontakt z rywalami z krajowego podwórka w walce o mistrzostwo kraju. Rokowania są różne tak samo, jak różne są wyniki podopiecznych Pochettino.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze
Newsletter piłkarski