W pierwszym sobotnim pojedynku zmierzyli się piłkarze Arki Gdynia i Polonii Warszawa. Oba zespoły w nowym sezonie prezentują się słabo i coraz bardziej zbliżają się do strefy spadkowej. Zwycięzca tego meczu, dzięki trzem punktom mógłby spać spokojnie. Niestety w Gdyni padł bezbramkowy remis.
Na stadionie w Gdyni spotkały się dwie równorzędne, słabe drużyny, które musiały dzisiaj walczyć o przetrwanie. Wydawałoby się, że zarówno piłkarze Arki Gdynia, jak i Polonii Warszawa będą chcieli zdobyć trzy punkty. Tymczasem od pierwszego gwizdka byliśmy świadkami słabej gry, która obfita była w niedokładne podania.

Dopiero w 13. minucie groźny strzał na bramkę Przyrowskiego oddał Ława, jednak bramkarz gości, mimo problemów, zdołał złapać piłkę. Była to jedyna groźna sytuacja, jaką stworzyli sobie gospodarze. W 31. minucie do głosu doszli Poloniści, kiedy to szanse na zdobycie gola miał Błażej Telichowski. Niestety więcej groźnych akcji w pierwszej połowie już nie zobaczyliśmy.
Po zmianie stron nie wiele się zmieniło. Obie drużyny starały się zdobyć bramki, jednak to, co pokazywali piłkarze na boisku, wołało o pomstę do nieba. Dużo niedokładności, brak wykończenia. Kibice z pewnością żałowali, że wydali pieniądze na bilety na tak nudne spotkanie.
Im bliżej końca meczu, tym piłkarzom bardziej odechciewało się gry. Prezes Polonii Warszawa z pewnością po tym spotkaniu zastanawiać się będzie, dlaczego nie zatrudnił Franciszka Smudy, gdy miał taką okazję. Gdy wydawało się, że sędzia zagwiżdże po raz ostatni, bramkę samobójczą mógł strzelić „reprezentant Polski” Łukasz Trałka, jednak fantastycznym refleksem wykazał się Przyrowski.
Arka Gdynia w kiepskim stylu zremisowała z równie słabą Polonią Warszawa. I pomyśleć, że przyjezdni swego czasu walczyli o tytuł Mistrza Polski…











