Jesteśmy już po pierwszych meczach fazy pucharowej. O ile na etapie starć grupowych można było przymykać oczy na postawę arbitrów, o tyle teraz każdy taki błąd bije po oczach jak amarant. Mamy pięciu sędziów, system goal line, a mimo to wciąż poziom gwizdania pozostawia wiele do życzenia. Jakie jest to sędziowanie na Euro?
To nie Anglia, to Bangladesz
Głównym problemem, na jaki należy zwrócić uwagę, jest interpretacja przepisów przez sędziów. Zdarza się, że mamy otwarte spotkanie, w którym sędzia potrafi gwizdać każdy kontakt między zawodnikami i całkowicie „wyhamowuje” mecz. Ale zdecydowanie częściej na Euro jesteśmy świadkami ignorancji brutalnych zagrań piłkarzy ze strony osoby biegającej po murawie z gwizdkiem.
Przykładu nie musimy szukać długo. Wystarczy przyjrzeć się pracy Marka Clattenburga w meczu Polski ze Szwajcarią. Helweci zorganizowali sobie polowanie na nogi Roberta Lewandowskiego, a brytyjski sędzia zdawał się tego nie dostrzegać. Ktoś może powiedzieć, że piłka nożna to nie szachy, lecz ciągłe podostrzanie gry ze strony rywala potrafi odebrać chęci do życia, a co dopiero do gry. Gwiazda naszej kadry długo nie zrażała się brutalnością przeciwników, ale po pełnym furii wślizgu Schaera nawet nasz kapitan stracił ochotę do biegania. Co na to pan Clattenburg? Żółta kartka i gramy dalej… to nie było angielskie sędziowanie, ponieważ w Anglii brutali wyrzuca się z boiska. To była sędziowska bieda, sędziowski Bangladesz.
Gwiazda naszej kadry długo nie zrażała się brutalnością przeciwników, ale po pełnym furii wślizgu Schaera nawet nasz kapitan stracił ochotę do biegania.
Teorię o mizernym poziomie sędziowania poprzeć możemy jeszcze kilkoma przykładami, bo jest tego naprawdę dużo. W fazie grupowej sztandarowym dowodem na problemy ze wzrokiem ekipy sędziowskiej była sytuacja z meczu Anglia – Słowacja. Peter Pekarik w walce o piłkę starł się z Bertrandem, który wymierzył Słowakowi cios z łokcia, wskutek czego prawy defensor naszych południowych sąsiadów doznał złamania nosa. Arbiter w tej sytuacji w ogóle nie zauważył faulu i nakazał grać dalej. Przecież to przewinienie widać było nawet z drona lecącego kilkaset metrów nad stadionem.
Podobne wpadki zalicza nagminnie choćby zaliczany do ścisłej czołówki sędziów na świecie Cuneyt Cakir, ale pomijając nawet Turka, na trwającym Euro mamy pod dostatkiem takich „kwiatków”, które nie do końca ogarniają boiskową rzeczywistość. Pozwalają piłkarzom na wszystko oprócz gry.
Dlaczego?
Całe środowisko sędziowskie tłumaczy to wszystko dużo szybszą grą niż kiedyś, wysokim poziomem i kilkoma innymi wyjętymi z kapelusza pseudoargumentami. Mecze są szybsze, ale czy w odpowiedzi na to nie zwiększono liczby arbitrów? Czy nie dlatego wprowadzono system komunikacji miedzy sędziami? Czy nie wprowadza się technologicznych nowości mających na celu pomoc arbitrom w trudnych sytuacjach? No właśnie.
Rozjemca zawodów powinien swoim wizerunkiem i zachowaniem na boisku budować respekt u zawodników. Tymczasem na Euro decyzje sędziów wprowadzają tylko nerwowość między drużynami i nakręcają piłkarzy do agresywnej gry, ponieważ prowadzący mecz nie potrafi zwyczajnie ostudzić ich zapału.










