W najciekawszym z dzisiejszych spotkań Barcelona pokonała Osasunę, jednak poziom gry mistrzów Hiszpanii pozostawiał wiele do życzenia. Valencia wygrała z Malagą w stosunku 1:0, a Villarreal wywiózł jedynie punkt z Teneryfy.
O 20:00 swój mecz rozpoczęła Barcelona. Podopieczni Pepa Guardioli podejmowali na własnym terenie Osasunę. Po ostatnich wyczynach Leo Messiego, wszyscy spodziewali się kolejnego wielkiego widowiska. Na boisku zabrakło Gerarda Pique i, po raz kolejny, Xaviego Hernandeza. W pierwszym składzie wybiegł za to Henry.

Początek meczu, właściwie cała pierwsza połowa, to wielki szok dla wszystkich fanów „Dumy Katalonii”. To Osasuna była stroną dominującą. Goście grali bez respektu dla rywala, stosowali wysoki pressing, nie dali rozwinąć skrzydeł wirtuozom futbolu, grającym w koszulkach z logo UNICEF. Raz po raz piłka wpadała w pole karne strzeżone przez Victora Valdesa. Gdyby nie fakt, że nominalny duet napastników z Pampeluny nie mógł zagrać w tym meczu, to można było spodziewać się kilku goli. Obrona mistrzów Hiszpanii gubiła się, momentami miała problem z wyjściem z własnej połowy. Słabo grał Iniesta, na którego barkach spoczywał ciężar prowadzenia gry. Tragiczne zawody rozgrywał Maxwell – to jego stroną sunęły ataki gości. Również Messi, obwoływany niemal codziennie najlepszym graczem globu, a nawet i piłkarzem wszech czasów, pokazywał, że gdy stoi przed nim zdyscyplinowana i pewna formacja defensywna, ma problemy z wejściem na swój normalny poziom. Znamienne były zwłaszcza straty piłki, które zaliczał Argentyńczyk, przekładając piłkę z prawej na lewą nogę. Właściwie jedynymi jasnymi postaciami Barcelony byli Milito i Valdes. Pierwszy trzymał w ryzach całą obronę, a drugi nie dał sobie wbić gola, kilka razy pewnie broniąc strzały i wyłapując dośrodkowania.
Druga połowa musiała być inna. Nikt nie miał złudzeń, że tak słabej Barcelony już w tym meczu nie zobaczymy. Pep Guardiola trzymał swoich piłkarzy w szatni o kilka minut dłużej niż Jose Antonio Camacho. Efektów tej długiej rozmowy nie było widać od razu. Jeszcze przez kilkanaście minut mecz był wyrównany. Z czasem przewaga Katalończyków rosła. Wreszcie dobrze zaczął grać Iniesta, aktywny był Zlatan. To właśnie Szwed strzelił niezwykle ważnego gola. Przy bramce asystował Maxwell, dla którego było to bodaj pierwsze dobre zagranie w meczu. Duży udział w tym trafieniu miał także „Don Andres”. Chwilę potem dał o sobie znać Messi. Argentyńczyk wbiegł między dwóch obrońców i precyzyjnym strzałem próbował pokonać Ricardo. Niestety, piłka otarła się tylko o zewnętrzną część słupka. Jeszcze przed końcem meczu „Duma Katalonii” przypieczętowała wygraną golem Bojana. Asystował Iniesta, a akcja wyglądała bliźniaczo podobnie do tej, po której trafił Zlatan.











