Valencia zremisowała 2:2 z Mallorcą w spotkaniu 27. kolejki Primera Division. Wynik może być dla gospodarzy tym bardziej niesatysfakcjonujący, że prowadzili oni po pierwszej połowie dwiema bramkami. Ambitna gra gości w drugiej odsłonie pozwoliła im uratować cenny punkt. Valencia spotkanie kończyła w dziesiątkę po bezmyślnej kartce dla Tino Costy.
Spotkanie na Estadio Mestalla miało jednego faworyta, ekipę gospodarzy. Wyspiarze to zespół własnego podwórka – w tym sezonie na wyjeździe wygrali zaledwie dwa razy. W poprzedniej rundzie Mallorca uratowała remis w ostatniej minucie, jednak podobnej sytuacji w dzisiejszym spotkaniu nikt się nie spodziewał. Przede wszystkim dlatego, że Valencia zaczęła w końcu łapać wiatr w żagle i zakończyła okres zadyszki. Pokazało to także czwartkowe spotkanie w ramach Ligi Europy, w którym zawodnicy ci gładko odprawili PSV, i gdyby nie brak koncentracji w końcówce, już po pierwszym spotkaniu zapewniliby sobie awans. Teraz należało już tylko zaprezentować podobną formę w spotkaniu ligowym.
Pierwsza groźna sytuacja miała miejsce już w 6. minucie spotkania, kiedy to w pole karne wbiegł Alvaro Gimenez, ale upadł i domagał się rzutu karnego. Sędzia Muniz Fernandez nie zdecydował się użyć gwizdka i chyba podjął prawidłową decyzję o niewyrzucaniu Jordiego Alby z boiska. Kolejne minuty przyniosły już jednak uspokojenie sytuacji, a „Los Ches” spokojnie przejęli kontrolę nad wydarzeniami na boisku. Zaczął jeden z lepszych na placu gry Tino Costa, który najpierw w 14. minucie trafił w poprzeczkę. W 22. minucie po strzale Aduriza piłkę z linii końcowej wybił „Chico”, jednak w 24. minucie już padł długo wyczekiwany gol, a strzelcem był właśnie Tino Costa. Jego strzał zza pola karnego trafił jeszcze w Nunesa i rykoszetem poleciał nad bezradnym bramkarzem. Gol szczęśliwy, ale z pewnością zasłużony.
Mallorca także miała swoje szanse, a najlepszą w 39. minucie, kiedy to po strzale z rzutu wolnego z 20 metrów uderzał Tejera, ale Guaita pokazał, że jest bramkarzem wysokiej klasy, i wybił piłkę na rzut rożny. W 42. minucie nie wiadomo, kto popełnił większy błąd. Czy był to Tejera, który za lekko podał do Aouate, i ten musiał uciekać z piłką przed biegnącym Soldado, czy sam bramkarz, który chcąc kiwać się z Soldado, kopnął sobie piłkę w bok, gdzie stał Aduriz, który zdobył chyba najprostszego gola w karierze? Trudno stwierdzić, jednak fakt był faktem, na tablicy wyników pojawiło się 2:0 i prawie nic nie wskazywało, że Mallorca może mieć jeszcze jakiekolwiek szanse na chociażby remis. Do przerwy utrzymała się dwubramkowa przewaga „Nietoperzy” i chyba nawet najwięksi optymiści z Balearów nie wierzyli już nawet w odrobienie strat.
Podopieczni Joaquina Caparrosa niespodziewanie w 57. minucie zdobyli kontaktową bramkę. Kapitalnym podaniem w głąb pola karnego „popisał się” Pereira, a wybiegający lewym skrzydłem Nsue o ułamki sekundy wyprzedził Guaitę i przywrócił nadzieje kibicom gości. W 65. minucie trybuny zamilkły, gdy przyjezdni doprowadzili do remisu. Z lewej strony dośrodkował Nsue, piłka minęła kilku graczy w polu karnym i trafiła na nogę Victora Casedesusa, który posłał piłkę obok ofiarnie interweniującego Guaity. Sam wynik nie musiał załamywać, jednak gra podopiecznych Emery’ego już tak. Po objęciu dwubramkowego prowadzenia stanęli oni na boisku i dopiero wejście Piattiego w 74. minucie sprawiło, że akcje Valencii zaczęły się zazębiać i ponownie pod bramką Aouate zrobiło się groźnie.










