W świetnej formie ostatnio są zawodnicy łódzkiego Widzewa. Pięć ostatnich ligowych spotkań to cztery zwycięstwa i tylko jedna porażka. Widzew jest w gazie, a wczoraj dopisał sobie kolejne trzy punkty po zwycięstwie nad Stalą Mielec. Nie było łatwo, szczególnie w pierwszej połowie, ale widzewiakom udało się ostatecznie przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę. Jak ocenić to spotkanie?
Można powiedzieć, że w pierwszej połowie Widzew nie miał na boisku nic do powiedzenia. Łodzianie przez długie fragmenty pierwszej odsłony meczu mieli duże kłopoty z wyjściem z własnej połowy. Po przerwie udało im się wykorzystać stworzone sytuacje i za sprawą Jordiego Sancheza, Dominika Kuna i Jakuba Sypka „Czerwono-biało-czerwoni” wygrali 3:0. Kibiców Widzewa martwić mogą problemy ich drużyny w pierwszej połowie, ale ostatecznie to wynik jest najważniejszy. Widzew spędzi przerwę na kadrę w bardzo dobrych nastrojach. Piłkarze dostaną kilka dni wolnego, a potem rozpoczną przygotowania do trudnego meczu z Rakowem Częstochowa. Wróćmy jeszcze jednak do tego, co działo się w Mielcu. Co złożyło się na zwycięstwo Widzewa?
Pierwsza połowa na zero
Po pierwszej części meczu Janusz Niedźwiedź zdecydowanie nie mógł być zadowolony z tego, co zaprezentowali jego podopieczni. Widzew nie stwarzał praktycznie żadnych groźnych sytuacji pod bramką Mrozka, co więcej – miał bardzo duże problemy z wyjściem z własnej połowy boiska. To Stal dyktowała warunki przez pierwsze 45 minut spotkania i mało kto mógł się spodziewać, że spotkanie zakończy się takim wynikiem, jakim ostatecznie się zakończyło.
Po pierwszej połowie można było zauważyć tylko dwa pozytywy, jeśli chodzi o drużynę gości. Brak straconego gola oraz brak czerwonej kartki po tym, jak Serafin Szota faulował wychodzącego sam na sam z bramkarzem Hamulica. Krzysztof Jakubik długo oglądał tę sytuację, ale ostatecznie został przy pierwotnej decyzji i nie wyrzucił Szoty z boiska. Czy słusznie? Znajdą się argumenty za jedną i drugą opcją, sędzia prawdopodobnie „wybroniłby się” z obu decyzji. Bardzo trudna do oceny sytuacja.
– Wszyscy widzieliśmy, jak trudny był dla nas ten mecz, zwłaszcza w pierwszej połowie, gdy Stal miała kilka rzutów rożnych z rzędu, a my musieliśmy wytrwać ten moment, nie stracić bramki, co jest dużą sztuką z taką drużyną, która ma te stałe fragmenty na wysokim poziomie, zawodników, którzy robią różnicę. Przetrwaliśmy tę pierwszą połowę, a w drugiej nasza gra zdecydowanie się poprawiła, chociaż ten mecz nie wyglądał idealnie, jak byśmy sobie życzyli – powiedział po spotkaniu Janusz Niedźwiedź (źródło: Widzew.com).
Dominik Kun
To właśnie środkowy pomocnik był tego dnia najlepszym zawodnikiem na boisku. Mecz zakończył z bramką i asystą na swoim koncie. To już drugie spotkanie z rzędu, w którym Kun trafia do siatki. W poprzedniej kolejce otworzył wynik wygranego meczu z Cracovią. Kun jest bardzo ważnym elementem w układance Janusza Niedźwiedzia. W tym sezonie ligowym tylko dwukrotnie nie wystąpił od pierwszej minuty. Jest to zawodnik niedoceniany przez wielu kibiców, ale także jeden z piłkarzy, którego przydatność widać najbardziej w momencie, kiedy go brakuje. Do dobrej dyspozycji Dominik zaczął dokładać liczby i bez wątpienia jest jednym z liderów łódzkiego Widzewa. W następnej kolejce będzie miał okazję zmierzyć się ze swoim bratem – Patrykiem, który na co dzień reprezentuje barwy Rakowa Częstochowa.











