Walka o tytuł jest w tym sezonie wyjątkowo zacięta i wyrównana. O jej rozstrzygnięciu decydować mogą nawet najmniejsze detale. Być może mistrzem Polski zostanie zespół, który będzie miał najmniej słabych punktów. Lech Poznań ma ostatnio spory problem ze skrzydłowymi, na szczęście w formie jest Michał Skóraś.
Zupełnie inaczej miała wyglądać sytuacja „Kolejorza” z obsadą bocznych stref boiska. Przed rozpoczęciem rundy wiosennej wiele wskazywało na to, że to pozycje, na których poznaniacy mają komfort. Sezon w klubie miał dokończyć Kamiński, dołączył perspektywiczny Velde, a okres przygotowawczy przepracował Ba Loua.
Bolesna weryfikacja planów
Jak to często w życiu bywa, plany Lecha nie wytrzymały zderzenia z rzeczywistością. Norweski skrzydłowy zaczął swoją przygodę z ekstraklasą od asysty w spotkaniu z Bruk-Betem. Niestety na tym jego dorobek się kończy. Od tamtej rywalizacji nie potrafił zdobyć bramki ani zanotować ostatniego podania. Swoją grą bardzo irytował kibiców. Był niedokładny, chaotyczny, przegrywał pojedynki z obrońcami. Wyglądał na sfrustrowanego własną niemocą. Być może paradoksalnie zbyt mocno chciał się pokazać z dobrej strony, a czasem skutek w takich sytuacjach bywa odwrotny do zamierzonego.
Duże nadzieje pokładane były także z występami innego bocznego pomocnika. Adriel Ba Loua już jesienią pokazywał przebłyski swoich sporych umiejętności. Maciej Skorża wolał mieć go w swoim zespole, niż zdecydować się na pozyskanie Damiana Kądziora. Początkowo wzbudzało to niezrozumienie sympatyków Lecha, jednak po pierwszych występach obywatela Wybrzeża Kości Słoniowej można było znaleźć opinie, według których warto na takiego piłkarza poczekać.
Widać było w jego grze chęć wchodzenia w dryblingi, a ta cecha w naszej lidze coraz bardziej zanika. Co więcej, były to w sporej części pojedynki wygrane przez Ba Louę. Skrzydłowy zrobił dobre pierwsze wrażenie, ale wraz z upływem czasu nie dawał drużynie konkretów. Rundę jesienną zakończył z bilansem jednej bramki i jednej asysty. Choć dołączył do Lecha w szóstej kolejce, to jednak jego dorobek był po prostu słaby. Miał przepracować z drużyną zimowy okres przygotowawczy i dać jej wtedy więcej jakości. Tymczasem stracił miejsce w pierwszym składzie i niewiele wskazuje na to, aby miał je w najbliższej przyszłości odzyskać.











