Kiedy pół roku temu Wisła przegrywała z Radomiakiem w przedostatniej kolejce ekstraklasy, tym samym żegnając się z najwyższą klasą rozgrywkową, na Reymonta kilka rzeczy wyglądało inaczej niż teraz. Przede wszystkim za kierownicą siedział Jerzy Brzęczek, Tomasz Jażdżyński miał jeszcze tak samo duże udziały w klubie jak Jarosław Królewski, w Krakowie nie było Kiko Ramireza, a w składzie brylowali m.in. Tsitaishvili (dziś Lech Poznań) czy Stefan Savić (od niedawna Warta Poznań). Odtąd w stolicy Małopolski zaszło trochę zmian, ale wciąż żywe jest jedno: rozczarowanie. W rundzie wiosennej celem numer jeden będzie zażegnanie kryzysu na boisku i odnalezienie właściwego rytmu. Wszystko po to, by „Biała Gwiazda” w kolejnym sezonie znów rozbłysła na ekstraklasowym firmamencie.
Przypadek Wisły Kraków jest wyjątkowy. Po tym, jak w kuriozalny sposób spadła ona z ekstraklasy, w pierwszych kolejkach Fortuna 1. Ligi naprawdę nieźle punktowała. A to zwycięstwa nad Odrą i Arką, a to wygrane z Resovią na wyjeździe i GKS-em Katowice. Na papierze wszystko wyglądało różowo. Oto spadkowicz błyskawicznie odbudował się po fatalnej serii porażek i bez wysiłku kroczy po awans do najwyższej klasy rozgrywkowej. Z tym że, cóż, wystarczyło zobaczyć chociaż jeden mecz, by zorientować się, że projekt sygnowany nazwiskiem Brzęczka na dłuższą metę nie ma szans wypalić.
I stało się – krakowianie nagle zaczęli przegrywać, i to (z wyjątkiem pojedynku na stadionie w Tychach) w stylu, za który dostaliby najniższe noty. Zawodzili wszyscy: od nieporadnej defensywy, przez pogrążoną w niemocy środkową linię, aż do napastników. Fernandez stracił swobodę w operowaniu piłką, Starzyński pokazał, że nie jest jeszcze gotowy na seniorską piłkę (przynajmniej na tym szczeblu), a Rodado, chociaż zdobywał bramki, często odznaczał się niechlujstwem w ataku pozycyjnym.
Brzęczka w końcu zwolniono, a na stanowisku zastąpił go Radosław Sobolewski. Popularny „Sobol” „Białej Gwiazdy” jak na razie jednak nie zbawił. Co z tego, że gra momentami się kleiła, a na Wisłę patrzyło się z przyjemnością (trzecia lokata w tabeli expected points), skoro spektakularnych efektów brak. Dziesiąte miejsce i porażka w 1/8 finału Pucharu Polski z Motorem Lublin.
Wydaje się, że w przerwie między rundami krakowianie zrobili sporo, by od lutego wreszcie zacząć grać na miarę swoich możliwości i oczekiwań kibiców.
Przygotowania do sezonu
W poszukiwaniu optymalnej dyspozycji wiślacy udali się do tureckiej Antalyi, gdzie rozegrali cztery mecze sparingowe. Na początku zremisowali 0:0 z Neftchi Fergana – uzbeckim klubem, zajmującym dziewiąte miejsce w tamtejszej ekstraklasie. W tym, co by nie mówić, umiarkowanie atrakcyjnym widowisku szansę debiutu z białą gwiazdą na piersi otrzymali David Junca i Alex Mula, którzy zaprezentowali się całkiem nieźle. Skalę swoich możliwości ten drugi pokazał jednak dopiero w kolejnym spotkaniu z Wisłą Płock. W starciu wygranym przez krakowian 5:1 strzelił dwie bramki i kilka razy oczarował widzów nieszablonowymi akcjami. O swoim kunszcie przypomnieli również Angel Rodado i Luis Fernandez (dwa razy), wieńcząc „hiszpańskie” dzieło.












