W dwóch eliminacyjnych potyczkach tego miesiąca polska kadra U-21 miała jeden cel – zdobyć sześć punktów. Odniesienie dwóch zwycięstw przerosło możliwości Polaków.
Parodia po lubińsku
W oczekiwaniu na zeszłopiątkowy mecz z Wyspami Owczymi kilkukrotnie zastanawiałem się nad rywalem, mając wciąż w pamięci nasz listopadowy dramat w Thorshavn. Pisząc ostatnią analizę i zapowiedź występów naszej głównej młodzieżówki, byłem umiarkowanym optymistą. Dlatego do spotkania z wyspiarską reprezentacją podchodziłem z lekką pewnością siebie, wszak to co najgorsze już musiało nas zostawić. Nic bardziej mylnego. Wróciły koszmary z zeszłego roku, lecz tak jak w pierwszym meczu pomiędzy Polską a Wyspami Owczymi mieliśmy szarpany, niespokojny sen, tak w Lubinie doznaliśmy prawdziwego, zimnego horroru. Kolejny raz „Biało-czerwoni” nie potrafili zagrać w odpowiednim stylu z jawnie gorszym od siebie przeciwnikiem. Wszyscy piłkarze i sztab wiedzieli o swojej sytuacji i zdawali sobie sprawę, że co najmniej do meczu z Danią nie można się potknąć. Zespół może mieć wpadkę, grając serię sześciu zwycięstw po 3:0, a w siódmym zremisować ze względu na niezasłużoną „jedenastkę” dla przeciwnika. Nie ma prawa mówić o takim przypadku w kontekście zespołu, który w dwumeczu z drużyną losowaną z ostatniego koszyka zdołał wyszarpać dwa punkty.
Zawiodła taktyka, w której bez nominalnych skrzydłowych grających na swojej pozycji trudno było coś popchnąć do przodu. Wprawdzie selekcjoner Michniewicz w przerwie próbował skorygować decyzje taktyczno-personalne, ale na nic się nie zdały. Trudno było o niepopełnianie błędów w obronie, jeśli formacja defensywna robiła najprostsze pomyłki w ustawianiu. Jednakże największym mankamentem w piątkowym spotkaniu był brak tempa. W czymkolwiek. Niezależnie, czy mówimy o doskoku do atakującego przeciwnika, który kilka razy został wykonany z taką samą prędkością, przez co remis mógłby być traktowany jako najniższy wymiar kary. Na sukcesywne i szybie próby przeniesienia akcji przez poszczególne formacje nie było co liczyć, bo zanim polski zawodnik zebrał się do podania, mijały kolejne sekundy. Bez zbędnego katowania reprezentacji U-21, która stanęła do plebiscytu na największą futbolową żenadę roku, Polacy zagrali fatalny mecz.
Jeden z dwóch optymistycznych faktów, który mógł pokrzepić serca kibiców przed meczem w Helsinkach, był taki, że piłkarze i trener zdają sobie sprawę z dotkliwej klęski z Farerami. Nie było mowy o chowaniu się po kątach, dało się zauważyć widoczne medialne zainteresowanie na brak reakcji na boisku. Drugim faktem, a także ciekawą statystyką, jest to, że po każdym remisie w eliminacjach do przyszłorocznego turnieju we Włoszech Polacy zawsze odnosili zwycięstwo. Nie pozostało nic innego, jak czekać na dosadną odpowiedź podopiecznych selekcjonera Michniewicza w starciu z Finlandią.











