Koniec sezonu 2018/2019 w Niemczech stał się faktem. Tym samym Bayern Monachium przypieczętował kolejne mistrzostwo z rzędu, czym pokazał wszystkim, jaka jest przepaść między nim a innymi ligowcami. Mimo że nie był to może najwspanialszy sezon w wykonaniu „Gwiazdy Południa”, drużyna Niko Kovaca w ostateczności stanęła na wysokości zadania, co zresztą potwierdziła w swoim pożegnalnym meczu z przebojowym Eintrachtem Frankfurt.
Zwycięstwo 5:1 pokazało, że Bayern wcale nie jest taki słaby, jak wielu sobie to wyobrażało. Owszem, ekipie prowadzonej przez chorwackiego szkoleniowca zdarzył się w pewnym momencie kryzys, można było wymagać lepszego stylu gry, bardziej ofensywnego, mimo to liczy się to, jak się kończy rozgrywki. Bayern wiosną bez wątpienia był drużyną najsilniejszą i w dobrym stylu dogonił, a nawet i wyprzedził Borussię Dortmund.
Wraz z siódmym mistrzostwem z rzędu kończy się jednak pewna epoka. Z klubem żegnają się postaci, które od lat decydowały o sile klubu na europejskich stadionach. Piłkarze, których bez wątpienia już dziś należy nazwać legendami. Ludzie, którzy tworzyli kilka lat temu potwora, tego samego, który zdobył potrójną koronę.
Franck Ribery oraz Arjen Robben to osoby, które z pewnością będą kojarzone podczas rozmowy dotyczącej niemieckiego giganta i bez których w następnym sezonie zespół będzie inny. Wraz z nimi odchodzi także Rafinha, od lat pełnoprawny piłkarz Bawarczyków mający także duży wkład w sukcesy, jakie osiągali ostatnio monachijczycy.
Polski akcent
Mówiąc Bayern, często myśli się o Robercie Lewandowskim, który dla klubu z Monachium stał się również postacią nie do zastąpienia. Polski napastnik grający z numerem 9 po raz kolejny pokazał, jaką wartość daje 28-krotnym mistrzom Niemiec. Dla niego zakończony dopiero co sezon przyniósł czwartą koronę króla strzelców i drugą z rzędu, czego nie dokonał nikt od czasów Ulfa Kirstena będącego postrachem niemieckich boisk pod koniec lat 90. w barwach Bayeru Leverkusen.
Grzechem byłoby nie doceniać tego, ile wnosi do Bayernu Lewandowski. Wraz z kilkoma innymi doświadczonymi piłkarzami jak Thomas Müller, Manuel Neuer czy David Alaba będzie budował podwaliny dla swoich następców.

Mimo wielu plotek transferowych, jakimi media co przerwę między rozgrywkami zasypują czytelników, należy się przygotować na to, że i w kolejnym sezonie „Lewy” będzie decydował o sile Bawarczyków, a nie innego zagranicznego klubu. Polak to gwarancja kilkudziesięciu bramek w sezonie na kilku frontach od Bundesligi przez Puchar Niemiec do rozgrywek europejskich. Tylko w samej lidze strzelił 22 gole, dokładając do tego 12 asyst.
To oznacza, że przy niemal połowie zdobytych bramek całego zespołu swój udział miał właśnie „Lewy”. Nie ma co ukrywać, jest to dziś postać, której niemal nie da się zastąpić. Mówią o tym statystyki, czyli rozegrane wszystkie 34 ligowe mecze.











