Po fantastycznych zawodach na Old Trafford w drugim dniu świąt Manchester United wygrał z Newcastle 4:3. Goście aż trzy razy wychodzili na prowadzenie, a ostatnią, zwycięską bramkę dla United strzelił Hernandez w pierwszej minucie doliczonego czasu gry.
W środowym spotkaniu na Old Trafford pomiędzy Manchesterem United a Newcastle United na boisku nie pojawili się Ashley Young oraz Wayne Rooney. Co ciekawe, Anglików zabrakło też na ławce rezerwowych. Również Newcastle wyszło bez kilku swoich najmocniejszych zawodników. Tym razem Ferguson zdecydował się postawić na najbardziej doświadczonych piłkarzy w swojej talii. Od pierwszej minuty grali Scholes i Giggs.

Mecz rozpoczął lepiej dla „Srok”. Najlepszy strzelec Newcastle w tym sezonie – Demba Ba – mógł otworzyć wynik spotkania już w 1. minucie. Senegalczyk popisał się świetnym strzałem z woleja, ale piłka nie wpadła do bramki. Ba miał swój dzień. Cztery minuty później oddał mocny strzał zza pola karnego. De Gea miał trudności z opanowaniem piłki na mokrej murawie i wybił futbolówkę przed siebie. Było to jednak bardzo złe wybicie, do piłki dobiegł bowiem James Perch, który bez zastanowienia władował ją do siatki. Sensacyjnie już po pięciu minutach na Old Trafford prowadzili goście. „Czerwone Diabły” dosyć bezradnie radziły sobie w środku pola. Ich akcje często nie dochodziły do pola karnego Newcastle.
W 17. minucie znowu dał o sobie znać Demba Ba. Napastnik „Srok” znowu z całej siły huknął na bramkę de Gei, ale tym razem hiszpańskiego bramkarza w interwencji wyręczył obrońca. Chwilę później sprytnym strzałem popisał się Coloccini, lecz golkiper Manchesteru pewnie złapał piłkę. W 22. minucie uparcie z lewego skrzydła dośrodkowywać w pole karne chciał Giggs. Żadna jego wrzutka nie dotarła jednak do celu. Gospodarze zaczynali się przebudzać ze snu i coraz śmielej wymieniali podania na połowie Newcastle. Zryw piłkarzy Fergusona szybko się opłacił. W 25. minucie doszło do wyrównania. Po faulu na Valencii przy linii bocznej piłkę w pole karne dośrodkował van Persie. Tam w niemałym zamieszaniu futbolówka trafiła do Hernandeza. Meksykanin oddał strzał, ale piłka potoczyła się wolno równolegle do linii bramkowej. Najszybciej dobiegł do niej Johny Evans i umieścił ją w siatce. Szybka odpowiedź gospodarzy i było 1:1. Chwilę po wyrównaniu kolejnym groźnym strzałem popisał się Demba Ba.
Sytuacja na boisku podczas środowego meczu na Old Trafford zmieniała się jednak tak szybko, że chyba nawet sędzia się zagubił. W 28. minucie piłka ponownie wpadła do siatki hiszpańskiego golkipera. Strzelcem okazał się… Johny Evans. Irlandzki defensor cztery minuty po golu dla swojej drużyny zdobył samobója. Kontrowersje wywołał sam sędzia. Arbiter najpierw odgwizdał pozycję spaloną Papissa Cisse, do którego kierowane było podanie, by po kilkudziesięciu sekundach zaliczyć gola na konto gości. Co ciekawe, w dalszym ciągu w centrum wydarzeń pozostawał Evans. Obrońca w 37. minucie obejrzał żółty kartonik za dotknięcie piłki ręką i zdawało się, że już niedużo dzieli go od miana antybohatera. W 38. minucie bezmyślny faul przed polem karnym popełnił Hernandez. Do piłki podszedł Marveaux i uderzył w poprzeczkę. De Gea mógł tylko odprowadzić piłkę wzrokiem. Manchester miał niesamowite szczęście. Mecz w końcówce pierwszej połowy nabrał rumieńców. Nie zabrakło też twardej, bezkompromisowej gry. Żółty kartonik za faul na Giggsie otrzymał Williamson. Mike Dean w końcu zakończył pierwszą połowę i zapowiadało się, że piłkarze Fergusona po raz kolejny będą musieli gonić wynik.











