Udało się. Działacze LFP doszli do porozumienia z klubami, start rozgrywek Primera Division nie zostanie opóźniony. Zaczynamy już niedługo, już za mniej niż dobę. Wy też nie możecie się doczekać?
Trwające ciągle okno transferowe było dla hiszpańskich drużyn raczej smutne. Na palcach jednej ręki można policzyć ekipy, które w ostatnim czasie nie zostały osłabione. Ciągle nie dane było nam zobaczyć chociaż jednego wielkiego transferu do Primera Division. Miejmy nadzieję, że szumnie zapowiadane przenosiny na Półwysep Iberyjski Luki Modricia i Aleksa Songa troszkę podratują sytuację. No bo to na razie zdecydowanie nie wygląda różowo. Malaga została rozmontowana odejściem Cazorli i Rondona, Atletico straciło Diego, Athletic lada chwila straci pewnie Llorente i/lub Javiego Martineza, Rayo straciło Michu, Armenterosa i Arribasa, Levante Xaviego Torresa i Arounę Kone, Mallorca Ramisa i „Chico”… Lista jest bardzo długa, a każde kolejne nazwisko to kolejna uroniona łezka. Połowa wymienionych zawodników odeszła z Hiszpanii, szukając szczęścia w ligach stabilniejszych finansowo i bardziej wyrównanych. Primera Division nagle przestała być ziemią obiecaną. Problemy z podziałem pieniędzy urosły do tak wielkich rozmiarów, że bunt wydaje się tylko kwestią czasu. Obecnie 20 drużyn La Liga dostaje do podziału 640 milionów euro, przy czym czołowy duet umowy negocjuje oddzielnie. Ekonomiści wyliczyli, że gdyby wszyscy w tej sprawie działali razem, pieniędzy do podziału mogłoby być nawet dwa razy więcej. Niestety ani Barcelona, ani Real nie czują potrzeby pomagania biedniejszym kolegom. Oni najwyraźniej uznają, że jeśli zaproszą paru działaczy na obiad przed meczem, to uzyskają odpuszczenie win, a ich dusze zalśnią bielą bielszą niż ta na koszulkach „Los Merengues”. Ale dość o tym, skupmy się na ciekawszym aspekcie hiszpańskiego futbolu – na samych meczach. Pierwsza dywizja startuje w sobotę o 19:00.
Celta Vigo – Malaga

Pierwszy mecz nowego sezonu zostanie rozegrany na Balaidos, ładnym 30-tysięcznym stadionie w Vigo. Miejscowa Celta, beniaminek La Liga, podejmie walczącą w eliminacjach Ligi Mistrzów Malagę. Malagę mocno niestety osłabioną i wcale nieprzygotowaną do grania o najwyższe cele. Dopiero parę dni temu piłkarze dowiedzieli się, że ich trener jednak zostanie na kolejny sezon. Ciągle nie wiadomo, co z paroma piłkarzami. Z klubem pożegnali się już dwaj z trzech najlepszych graczy poprzedniego sezonu – Cazorla i Rondon. Został tylko biedny Isco, który będzie musiał pewnie przez długie miesiące dźwigać na swoich barkach ciężar odpowiedzialności za całą drużynę. Na papierze jedenastka „Los Boquerones” ciągle jest mocna, wystarczająco mocna, by walczyć o europuchary. Rzeczywistość pewnie mocarstwowe plany szybko zweryfikuje. Nikt nie będzie wypruwał sobie flaków w sytuacji, gdy przyszłość maluje się w tak ciemnych barwach. W Vigo nastroje są zupełnie inne. Klub po paroletniej tułaczce w końcu wrócił do La Liga i teraz ma zamiar walczyć o to, by przygoda ze szczytami futbolu trwała jak najdłużej. Galisyjczycy mają młody skład z kilkoma naprawdę obiecującymi zawodnikami. W wypowiedziach piłkarzy „Os Celestes” przewijają się ciągle te same słowa. – – stwierdził na przedmeczowej konferencji napastnik Quique de Lucas. Ze skuteczną grą w defensywie nie powinno być problemu, jeśli ma się między słupkami Javiego Varasa, a przed nim takich solidnych zawodników jak Hugo Mallo czy Gustavo Cabral. Prognozować wynik tego meczu jest bardzo trudno, bo zupełnie nie wiadomo, jak nastawiona do ligowych starć będzie ta nieszczęsna Malaga. Jeśli chłopcy Pellegriniego będą zmotywowani, to wygrają, jeśli nie będą, to przegrają. Podsumowując – remis!











