Po przeciętnym spotkaniu Sevilla pokonała 2:1 Real Sporting Gijon w ramach 8. kolejki Primera Division. Dzięki wygranej Andaluzyjczycy wciąż są bardzo blisko liderujących zespołów Barcelony, Levante i Realu, natomiast goście ponieśli kolejną porażkę i, pomimo faktu rozegrania zaledwie kilku kolejek, stają się już coraz bardziej pewnym kandydatem do spadku.
Pojedynek zespołu walczącego o pozycję premiującą grę w Lidze Mistrzów z outsiderem ligi – tak w skrócie można było przedstawić dzisiejsze spotkanie na Ramon Sanchez-Pizjuan. Gospodarze nie przegrali jeszcze w tym sezonie spotkania, ale do starcia ze Sportingiem Gijon przystąpili osłabieni brakiem swojej gwiazdy, Alvaro Negredo, którego godnie próbował zastąpić Fredric Kanoute. Wbrew pozorom sytuację, że Andaluzyjczycy nie przegrali jeszcze ligowego spotkania, nie tłumaczy wcale fakt, że trafiali na słabeuszy – oprócz planowanych zwycięstw z niżej notowanymi rywalami, udało się także zremisować z Atletico, Valencią i Villarrealem. Po drugiej stronie barykady stanęła natomiast najsłabsza drużyna Primera Division. Jedyny punkt udało się zgarnąć dzięki bezbramkowemu remisowi z Racingiem Santander, a bilans 2:10 mówi sam za siebie. W zespole z północy Hiszpanii nic nie funkcjonuje jak powinno, ale nie ma się czemu dziwić – kadra jest na tyle słaba, że nawet wyjątkowe szczęście polegające na omijaniu przez zawodników kontuzji nie pomaga.

Sevilla bardzo szybko potwierdziła status faworyta w tym spotkaniu i już po pięciu minutach od momentu rozpoczęcia meczu powinna była prowadzić, ale po centrze Caceresa strzał głową niepilnowanego Manu del Morala ze środka pola karnego przeleciał nieznacznie nad bramką. Goście nie otrzymali już drugiego ostrzeżenia i w 15. minucie Manu zrekompensował się za poprzednią sytuację. Zawodnik otrzymał piłkę przed linią pola karnego i oddał potężny strzał, który zatrzymał się dopiero w samym okienku bramki strzeżonej przez Juana Pablo – gdyby nie fantastyczny gol Heldera Postigi w meczu rozgrywanym wcześniej, byłby to jeden z kandydatów do bramki kolejki. Gol ten był potwierdzeniem wyraźnej przewagi gospodarzy od pierwszej minuty, jednak do momentu zdobycia pierwszego gola w grze podopiecznych Marcelino widać było nerwowość, która zniknęła w momencie otworzenia rezultatu spotkania. Sevilla jednak mogła to odprężenie przypłacić szybkim wyrównaniem, gdyż w 20. minucie do dośrodkowania De las Cuevasa niemal dobiegł Barral – Varas byłby bezradny, gdyby napastnikowi gości udało się choćby dotknąć piłki. W 28. minucie natomiast gospodarze stracili Diego Perottiego, który kontuzjowany musiał opuścić boisko, a na jego miejscu pojawił się Rakitić. Zmiana bardzo negatywnie podziałała na pozostałych graczy Sevilli, którzy pozwolili rywalom na dwie bardzo groźne sytuacje – najpierw w 30. minucie tylko dzięki świetnej interwencji Varasa nie padła bramka, a w 33. minucie w bardzo podobnej sytuacji kolejny strzał głową tym razem bramkarz zdołał nawet złapać.












