W ostatnim sobotnim meczu trzeciej serii spotkań Primera Division Sevilla pokonała na swoim boisku Real Sociedad 1:0. Wygrana ta pozwoliła Andaluzyjczykom przynajmniej na jeden dzień wskoczyć na ligowe podium.
Sprawca największej sensacji z zeszłego tygodnia, jaką było bez wątpienia wywalczenie jednego punktu z „Blaugraną”, ekipa Realu Sociedad zawitała tym razem na Sanchez Pizjuan, aby utrzeć nosa kolejnemu potentatowi, drużynie Sevilli. Kibice mogli być zmartwieni, że prawdopodobnie limit goli tego wieczora wyczerpał się już w spotkaniu na Camp Nou, jednak piłkarze obydwu drużyn zafundowali kibicom pełne walki spotkanie. Andaluzyjczycy w poprzedniej kolejce również zanotowali remis na wyjeździe, także 2:2, z Villarrealem, ale dopiero w samej końcówce uratowali jeden punkt, mimo iż przez 3/4 spotkania grali w przewadze jednego zawodnika. Teoretycznie ekipa z San Sebastian należy do niższej półki niż „Żółta Łódź Podwodna”, ale nie chcąc pójść śladem Barcelony Sevilla nie zlekceważyła przeciwnika i od pierwszych minut starała się całkowicie zdominować środek pola i odciąć napastników przyjezdnej ekipy od podań.

Jeśli nie liczyć jednej celnej centry Perottiego, zakończonej niecelnym strzałem Negredo, pierwsze dwa kwadranse nie dostarczyły kibicom wielkich emocji. Na nieszczęście dla ekipy Realu Sociedad, już po 30 minutach swój udział w meczu zakończył Xabi Prieto, jeden z liderów baskijskiej ekipy, który z powodu kontuzji po bardzo ostrym wejściu Coke nie mógł kontynuować gry. Trudno było wskazać na lepszą ekipę w pierwszej części spotkania, gdyż obie prezentowały bardzo zbliżony, niestety niski, poziom. Sevilla swoją najlepszą sytuację przed przerwą miała w 39. minucie, kiedy to po dwójkowej akcji Negredo – Kanoute, ten pierwszy odegrał do wbiegającego Malijczyka, ale jego strzał o centymetry minął dalszy słupek bramki strzeżonej przez Claudio Bravo. Minutę później swoją szansę, dzięki błyskotliwemu zgraniu Negredo, miał Jesus Navas. Będący w pełnym biegu pomocnik wpadł w pole karne, ale jego strzał trafił lub został obroniony przez wychodzącego i kładącego się Bravo – trudno było w tym przypadku o jednoznaczną ocenę umiejętności bramkarza, piłka trafiła bowiem prosto w niego, ale zdolność ustawienia się na jej drodze to także jakiś plus. Nie zmieniło to jednak wyniku w tym spotkaniu, a nielicznie zapełnione trybuny mogły tylko westchnąć z powodu niewykorzystanej szansy – jak pokazał czas, był to jedyny celny strzał na bramkę w pierwszej części spotkania w wykonaniu którejkolwiek z drużyn. Do przerwy zatem nie zobaczyliśmy goli, a lepszą skuteczność zanotowali piłkarze z San Sebastian – oni przynajmniej nie stworzyli żadnej szansy, zatem nie mogli żałować niewykorzystanych okazji. Mecz próbował w pojedynkę rozstrzygnąć będący ostatnio w ponadprzeciętnej formie Negredo, ale jego umiejętności nie wystarczyły do objęcia prowadzenia.












