Po kapitalnym spotkaniu Sevilla pokonała Villarreal 3:2 w najciekawszym niedzielnym spotkaniu 33. kolejki Primera Division. Mecz miał dwa oblicza – w pierwszej połowie dominowali gospodarze, natomiast w drugiej dowodzeni przez Rossiego goście niemal doprowadzili do cennego remisu.
Spotkanie to miało być drugim, po starciu na Mestalli, najciekawszym spotkaniem tej rundy spotkań i nie można powiedzieć, że rozczarowało kibiców zgromadzonych na Sanchez Pizjuan. Dla obydwu zespołów mecz ten miał różne znaczenie – gospodarze musieli wygrać, aby nie dać odskoczyć swoim bezpośrednim rywalom w walce o Ligę Europejską, gdyż swoje mecze wygrały zarówno Atletico, jak i Athletic, natomiast dla gości nie był to aż tak ważny mecz. Ten dopiero przed nimi, w czwartek – półfinał Ligi Europejskiej z FC Porto, w lidze czwarta pozycja „Żółtej Łodzi Podwodnej” jest już niezagrożona. Dlatego też faworytem przed tym spotkaniem byli Andaluzyjczycy i pierwsze minuty tylko to potwierdziły.

Villarreal wyszedł na to spotkanie dość defensywnie ustawiony i już po dziewięciu minutach taka zachowawcza taktyka się na nim zemściła. Tuż przed polem karnym sfaulowany przez Musacchio został Zokora, tam do piłki podszedł Rakitić i fantastycznym strzałem nad murem nie dał szans Diego Lopezowi – golkiper gości nawet się nie ruszył do tego mocnego strzału. Nie minęło pięć minut, a goście stracili drugą bramkę po fatalnym zachowaniu Catali. Z lewego skrzydła długą piłkę na wbiegającego Negredo zagrał Perotti, a napastnik gospodarzy wygrał walkę bark w bark z obrońcą i w sytuacji sam na sam z Diego Lopezem, nie miał żadnych problemów z przerzuceniem piłki nad bramkarzem, a na tablicy wyników po zaledwie kwadransie było już 2:0.
Pierwszy okres spotkania to zdecydowana przewaga Andaluzyjczyków, którzy momentami nie pozwalali gościom na rozprowadzenie akcji dalej niż na własnej połowie. Mieli zdecydowanie bardziej poukładaną grę, wiedzieli jak skutecznie ukąsić rywala. Ci swoją szansę widzieli tylko w dalekich wrzutkach w pole karne Varasa, jednak nie miało to szans na powodzenie. Villarreal w niczym nie przypominał drużyny, która rozbiła rywala w ćwierćfinale Ligi Europejskiej i w 29. minucie powinna była przegrywać nawet wyżej, gdyż w pole karne gości wbiegli Musacchio z Negredo, ten drugi wygrał pojedynek z obrońcą i zwolnił na chwilę, przez co wpadł na niego od tyłu rywal i powalił napastnika. Sędzia jednak nie zdecydował się podyktować rzutu karnego, chociaż miał ku temu powody, nie zdecydował się także pokazać Negredo żółtej kartki za próbę wymuszenia. Villarreal najlepszą sytuację w pierwszej połowie miał w 31. minucie, kiedy to po świetnym podaniu Cazorli w pole karne wpadł Nilmar, zwiódł prostym zwodem obrońcę, ale jego strzał lecący na dalszy słupek kapitalnie obronił Varas. W 36. minucie Cazorla próbował sam wykończyć akcję, ale jego kapitalny drybling między Andaluzyjczykami skończył się w polu karnym na czwartym zawodniku. W doliczonym czasie gry goście mieli szansę na kontaktowego gola, ale Ruben w polu karnym próbował posłać piłkę obok Varasa, jednak zrobił to na tyle lekko, że piłkę sprzed linii bramkowej wybił obrońca.










