FC Barcelona uległa Sevilli w pierwszym meczu o Superpuchar Hiszpanii. Dwa gole dla zdobywców Pucharu Króla zdobył Kanoute, jednego dołożył Fabiano. Honorowe trafienie dla „Barcy” zaliczył Ibrahimović.
W wyjściowym składzie Barcelony wybiegło czterech graczy drużyny rezerw, którzy mieli załatać dziury spowodowane brakiem mistrzów świata. Mino, Sergi Gomez, Dos Santos i Oriol na Sanchez Pizjuan mieli do rozegrania jeden z ważniejszych meczów swojej kariery, w którym walczyli nie tylko o cenne trofeum, ale także o zaufanie Pepa Guardioli. Na boisku od pierwszych minut nie zameldował się Messi, który jest wyraźnie oszczędzany przez sztab szkoleniowy Barcelony. Kolejną szansę na udowodnienie dobrej formy dostał Zlatan. Z podobną myślą na boisko wybiegł Bojan.
W drużynie gospodarzy obyło się bez niespodzianek. Trener wystawił najmocniejszy skład z lekko zmęczonym intensywną eksploatacją Jesusem Navasem i szukającym sobie nowego klubu Luisem Fabiano.

Początek meczu był dość senny, obie ekipy zdawały się badać sytuację i czekać, co zrobi rywal. Sygnał do przyspieszenia dał Zlatan, bardzo dobrze podając do Bojana, któremu jednak nie udało się pokonać Andresa Palopa. Chwilę później, w 18. minucie, Jesus Navas sprawdził czujność Mino. Młody gracz spisał się bez zarzutu. Dwie minuty później popisową akcję przeprowadzili byli gracze Interu. Maxwell posłał z lewego skrzydła podanie, jakiego nie powstydziłby się Xavi, a Ibrahimoviciowi pozostało tylko zamienić ten przebłysk geniuszu na bramkę. Brazylijski defensor był bodaj najjaśniejszą gwiazdą pierwszej połowy, popisując się wieloma świetnymi zagraniami i przebojowymi rajdami lewą stroną boiska. Próbował nawet strzelać na bramkę Palopa, ale bezskutecznie. Pod koniec pierwszej połowy po raz kolejny dał o sobie znać kunszt Navasa, jednak stworzone przez niego okazje były marnowane przez kolegów. Hiszpan imponował techniką i spokojem w operowaniu futbolówką, a młodzi barceloniści wyraźnie sobie z nim nie radzili.
Pierwsza połowa upłynęła pod znakiem lekkiej przewagi gości, którą udało się udokumentować golem. Wyraźnie zawiódł Bojan, marnując kilka dobrych okazji bramkowych i tracąc piłkę w sposób, jaki nie przystoi piłkarzowi tej klasy. Dość niepewny w swoich interwencjach był Mino, ale trzeba mu to wybaczyć, biorąc pod uwagę małe doświadczenie.
Druga połowa zaczęła się bez wielkich zmian. Te nadeszły kilka minut później za sprawą pojawienia się na murawie jednego z najlepszych piłkarzy globu. Leo Messi zmienił Zlatana Ibrahimovicia, a kibice z szalikami w kolorach Barcelony widzieli oczami wyobraźni kolejne gole. Oczami, które były zwrócone na boisko, również widzieli gole, niestety, wpadały one do złej bramki. Najpierw niezawodny Fabiano, a potem równie pewny Kanoute odmienili przebieg meczu. Strzelenie tych dwóch goli oddzielało dwanaście minut, w czasie których doszło do dwóch kluczowych zmian. Kanoute zameldował się na placu gry w miejsce Renato, a Negredo w miejsce Fabiano. Były gracz Realu asystował, a Malijczyk strzelił – proste, przynajmniej z perspektywy widza. Ale to nie koniec! Sevilla nie zwalniała, a kolejnego gola zdobył Freddy Kanoute. Mino nie miał szans przy pewnym strzale głową z piątego metra. Świetna asysta Perottiego, równie dobre poprzedzające ją zagranie autorstwa Navasa. Strzał Messiego z ostatnich minut meczu jest dobrym podsumowaniem dokonań Barcelony w drugiej połowie. Argentyńczyk posłał piłkę w trybuny w sytuacji, która zazwyczaj oznacza pewnego gola. Chwilę potem zdobywca Złotej Piłki umieścił piłkę w siatce, jednak sędzia odgwizdał spalonego. Gdyby gol został uznany, wszyscy zachwycaliby się rajdem Daniego Alvesa i opanowaniem Messiego. Ostatnie akcje meczu to ciągłe ataki Katalończyków, które jednak nie przyniosły spodziewanego efektu.











