Kolejny rok oczekiwania, brak awansu i niespełnione nadzieje. Ogromne rozczarowanie – tak najłatwiej opisać zakończony przez Servette FC sezon. Powoli sytuacja „Les Grenats” zaczyna przypominać tę znaną z Katowic, w których tamtejszy GKS od dawna przeżywa podobne katusze.
W Polsce miano legendy niepotrafiącej awansować do ekstraklasy nawet w sprzyjających warunkach bezdyskusyjnie dzierży katowicki GKS. Ślązacy nie mogą zająć miejsca premiowanego awansem od… kilku ładnych lat. Oczywiście wszyscy w tym klubie chcieliby w końcu dotknąć najwyższej klasy rozgrywkowej w kraju nad Wisła, ale… zawsze pojawiają się jakieś schody.
Nawet kiedy zaczyna „żreć” i piłkarze potrafią wykrzesać z siebie resztki sił, by odnaleźć w sobie cząstki dawno niewidywanego talentu, na ostatniej prostej, kawałek przed metą, odcina im prąd. Znany serialowy bohater Ferdynand Kiepski podsumowałby to wzniośle i pięknie jednym słowem. Jakim? „Dupa” naturalnie.
Kiedy w rundzie rewanżowej pierwszej ligi pod okiem trenera Paszulewicza zawodnicy GieKSy włączyli się do walki o lokaty dające tak upragniony w mieście awans, wszyscy sądzili, że tym razem musi się udać. Bo jak nie teraz to kiedy? W 2458 roku?
Niestety choroba, która dopadła katowiczan nie chce łatwo odpuścić, wiec i tym razem ekstraklasa, którą dane im będzie podziwiać, to wyłącznie ta w Zabrzu albo w Sosnowcu. Szkoda, bo żal patrzeć na te wszystkie nieudane próby, a zespół o takiej marce i z rzeszą fanów za sobą przydałby się w najwyższej lidze.
Kolejny nieudany i do zapomnienia sezon. Podobny, ale jeszcze nietrwający aż tak długo, syndrom „braku awansu” ma miejsce w Genewie, gdzie mocne, stabilne i chcące wejść do Super League za właściwie każda cenę Servette drugi rok z rzędu nie potrafi tego osiągnąć.
Zamiast awansu tylko trzecie miejsce
Po bankructwie Servette FC trafiło w ręce odpowiedzialnych ludzi, a po ustabilizowaniu sytuacji finansowej szybko, a nawet bardzo szybko, wróciło na właściwe tory. Ekspresowy powrót na poziom drugiej w kolejności ligi i natychmiastowy plan awansu do szwajcarskiej Super League, która w Genewie miała gościć już od … ubiegłego roku. Wtedy jednak pechowo nie udało się wywalczyć promocji. Drużyna – mimo że złożona z najlepszych zawodników w Challenge League – zajęła trzecie miejsce za plecami FC Zurich i Neuchatel Xamax. Głównym powodem takiego stanu rzeczy była bardzo nierówna forma „Les Grenats”, którzy potrafili przegrywać praktycznie wygrane już mecze.












