Kto widział kultowy film „Młodzi Gniewni” z Michelle Pfeiffer w roli głównej, ten pamięta, że jego bohaterami była grupa trudnej w wychowaniu młodzieży, ale, jak się później okazało, także zdolnej, inteligentnej i mającej coś więcej do zaoferowania niż tylko wulgarne wyzwiska rzucane na prawo i lewo. Obrońca Paris Saint Germain oraz reprezentacji Wybrzeża Kości Słoniowej buduje sobie podobny wizerunek, tyle że w rzeczywistym, sportowym świecie.
Serge Aurier to jedno z gorętszych nazwisk kończącego się już okienka transferowego. Wiadomo było, że dla PSG raczej już nie zagra, stąd pojawiła się możliwość łatwego sprowadzenia młodego, solidnego piłkarza. Obywatel Wybrzeża Kości Słoniowej najmocniej łączony był z przenosinami do Manchesteru United, nawet na początku sierpnia gazety donosiły o porozumieniu obu stron w sprawie podpisania pięcioletniego kontraktu. Temat jednak ucichł (mam pewną teorię co do przyczyny tego, ale o tym w dalszej części), a w jego miejsce pojawiły się informacje o zainteresowaniu usługami obrońcy przez Tottenham, który w ten sposób chce wypełnić lukę po odejściu Kyle’a Walkera. Aurier wydaje się idealnym następcą Anglika na pozycji prawego obrońcy w zespole prowadzonym przez Pochettino – 24-letni wychowanek Lens to zawodnik dynamiczny o żelaznych płucach, dodatkowo jego cena (PSG zadowoli się ofertą ok. 25 mln euro) sprawia, że to prawdziwa okazja, z której aż żal nie skorzystać. Sęk jednak w tym, że biorąc pod uwagę dotychczasowe wybryki reprezentanta Wybrzeża Kości Słoniowej, jego zakontraktowanie może wzbudzić negatywne emocje wśród kibiców. I tu pojawia się problem natury moralnej – z jednej strony to zawodnik, który może dodać jakości drużynie, z drugiej nieobliczalny człowiek, który swoimi słowami i czynami może splamić dobre imię klubu i zyskać sporo przeciwników.
Szczerość do bólu czy kreowanie wizerunku?
Pierwszy raz Serge dał o sobie znać w marcu 2015 r., kiedy po meczu PSG z Chelsea w Lidze Mistrzów zamieścił filmik na jednym z portali społecznościowych, w których krytykował pracę sędziego Bjorna Kuipersa, nazywając go w dodatku „brudnym sk…em”. Wszystko przez czerwoną kartkę dla Zlatana Ibrahimovicia. Zawodnik został ukarany przez UEFA zawieszeniem na trzy spotkania.
Niecały rok później, w lutym 2016 r., Aurier za pomocą Periscope (aplikacja umożliwiająca przekazywanie nagrań na żywo) zorganizował 45-minutową zabawę dla kibiców w Q&A (Pytanie i Odpowiedź). Fajna inicjatywa, tyle że obrońca w jej trakcie zaczął obrażać swoich kolegów z drużyny oraz trenera. I tak ówczesny szkoleniowiec paryskiego klubu, Laurent Blanc, został nazwany „ci…ą” oraz „pe…łem”, Zlatan, w którego obronie stanął wcześniej, miał uprawiać seks oralny z trenerem, Di Marię nazwał „klaunem”, a o bramkarzu, Salvatore Sirigu, powiedział, że jest już skończony. Na koniec dodał, że jeśli ktoś postawił 1500 euro na wygraną PSG w ostatnim meczu ligowym z Lille (remis 0:0), to z chęcią poda adres Cavaniego, żeby od niego domagać się zwrotu. Każdy przyzna, że niezbyt to koleżeńskie. Bo fakt, nie muszą się wszyscy lubić, ale przecież są profesjonalistami, a co więcej, osobami publicznymi i doskonale Aurier powinien zdawać sobie sprawę, że będzie rozliczany z każdego wypowiedzianego słowa. A kibice, koledzy i internet nigdy mu tego nie zapomną. Za to przewinienie został ukarany zawieszeniem na sześć tygodni i przesunięciem do rezerw, a wyrok wydał sam Blanc. Słowa piłkarza tym bardziej zraniły francuskiego szkoleniowca, ponieważ to właśnie on sprowadzał go do Paryża. – – tymi słowami skomentował całe zajście. Dodatkowo klub nakazał obrońcy zapłacenie 160 tys. euro kary.











