Cóż to był za wieczór na Łazienkowskiej! Stołeczna drużyna w swoim pierwszym meczu w rozgrywkach Ligi Konferencji pokonała Aston Villę 3:2. Przed meczem wyraźnym faworytem do zwycięstwa była drużyna z Anglii. Finanse, umiejętności poszczególnych zawodników czy pozycja na arenie międzynarodowej to rzeczy, które różnią „The Villans” od Legii Warszawa. Na boisku jednak nie grają pieniądze czy rankingi. Liczy się dobra gra, taktyka i serce zostawione na murawie. A to Legia pokazała w czwartkowy wieczór.
Debiut Legii w Lidze Konferencji zapowiadał się pasjonująco. Wypełnione po brzegi trybuny, efektowna oprawa i spektakularny doping. Wszystko po to, aby uczcić powrót „Wojskowych” do gry w europejskich pucharach i okazać wsparcie w meczu z Aston Villą. Kibice na pewno nie żałują czasu spędzonego na stadionie. Ich ulubieńcy zaprezentowali się znakomicie, wygrywając z bardzo trudnym rywalem.
Błyskawiczne gole
Emocji nie brakowało od pierwszych chwil spotkania. 3. minuta meczu, Patryk Kun prowadzi piłkę lewą stroną boiska i dogrywa w pole karne. Tam Paweł Wszołek z pierwszej piłki posyła futbolówkę do siatki. Czy można sobie wyobrazić lepsze rozpoczęcie meczu? Raczej nie, jednak radość legionistów nie trwała zbyt długo. W 6. minucie meczu Nicolo Zaniolo uderzył bardzo mocno w światło bramki. Kacper Tobiasz zbił piłkę na poprzeczkę, która po chwili spadła na głowę Durana. Aston Villa wyrównała…
Legia jednak się nie poddała i kreowała kolejne sytuacje. 26. minuta spotkania, Paweł Wszołek atakuje prawą flanką, zagrywając w pole karne. Piłka odbija się jeszcze od jednego z zawodników gości i wpada wprost pod nogi Ernesta Muciego, który niewiele myśląc, uderzył na bramkę. „Wojskowi” ponownie prowadzili, na stadionie zapanowała euforia. Po chwili z kolejnym groźnym atakiem wyszedł zdobywca drugiej bramki dla warszawiaków, jednak w ostatniej chwili piłkę odebrał mu Konsa. Kilka minut później doszło do zamieszania w polu karnym Legii Warszawa. Ostatecznie piłka dotarła do Lucasa Digne, który mocnym strzałem zapakował futbolówkę do siatki. „The Villans” ponownie wyrównali.











