Valencia przegrała z ostatnim w tabeli Realem Saragossa 1:2. Wynik nie byłby tak zaskakujący, gdyby nie to, że od 20. minuty goście grali w osłabieniu po czerwonej kartce dla Alvareza, a kończyli mecz w dziewiątkę. Po koszmarnej w wykonaniu sędziego remisowej pierwszej połowie, w drugiej jedyną kontrę przyjezdnych wykończył Apono i zapewnił swojej drużynie drugą wyjazdową wygraną w sezonie. Gospodarzy żegnały gwizdy i białe chusteczki.
Różnicę klas między tymi zespołami najlepiej obrazuje ligowa tabela. Podczas gdy Valencia dumnie okupuje ukochane przez siebie od dłuższego czasu trzecie miejsce, Real Saragossa jedzie po równi pochyłej do Segunda Division i z dorobkiem 19 punktów przed tą kolejką zamykał ligowe zestawienie. Sytuacja podopiecznych Manolo Jimeneza jest już krytyczna, bo do bezpiecznego miejsca brakowało aż ośmiu punktów, a patrząc na formę jego piłkarzy, nic po tej kolejce nie miało się zmienić, a przynajmniej in plus. Po weekendowym laniu, jakie Valencia zafundowała Athleticowi na San Mames, gospodarze dzisiejszego spotkania mogą już być pewni gry w Lidze Mistrzów w przyszłym sezonie, bo jeden z największych rywali oddał tamten mecz bez walki (bo jak inaczej wytłumaczyć grę bez żadnego napastnika?). Nastroje przed starciem z czerwoną latarnią ligi miały być tylko jeszcze lepsze.

Trener Emery już od pierwszych minut postawił na duet Soldado – Aduriz. Dominację „Los Ches” pokazały już pierwsze minuty, kiedy to w 6. minucie po zagraniu ze środka boiska prawym skrzydłem pomknął niepilnowany Soldado, jednak zamiast samemu strzelać, zdecydował się koleżeńsko podać do Aduriza, który nie dość, że zamiast w prawie pustą bramkę trafił w bramkarza, to jeszcze w sytuacji dwa na jeden był na pozycji spalonej. W 9. minucie było już jednak 1:0, a szczęśliwym strzelcem po akcji Soldado okazał się Pablo Hernandez, który uderzył w środek bramki, ale znajdujący się na spalonym Aduriz całkowicie zasłonił bramkarza i utrudnił mu interwencję. Sędzia jednak podjął pierwszą fatalną decyzję tego wieczora i, nie wiedzieć czemu, bramkę uznał. To nie był jednak koniec koszmaru Saragossy, bo już w 21. minucie za nieprzepisowe powstrzymywanie wychodzącego na czystą pozycję Aduriza podcinał Alvarez. Goście przegrywali, grali w dziesiątkę i walczyli przeciwko Soldado – czy los mógł być bardziej okrutny dla przyjezdnych?
Sędzia Del Cerro Grande albo postanowił chyba zostać tego wieczora negatywnym bohaterem, albo zlitował się nad Realem Saragossa, bo w 27. minucie… podyktował rzut karny dla gości. Nikt chyba się nie dowie dlaczego – w polu karnym wyskoczyli Dealbert i Aranda, obrońca Valencii nawet nie dotknął praktycznie rywala, który dodatkowo zagrał piłkę ręką… ale nie przeszkodziło mu to podyktować „jedenastki”. Drugi kosmiczny błąd, który ponownie wpłynął na wynik spotkania. Rzut karny pewnie wykorzystał Apono i dość sensacyjnie błagająca o litość Saragossa wróciła do gry. Co więcej, postanowiła pozbyć się najgroźniejszego gracza rywali i była bardzo blisko w 37. minucie zafundowania Soldado dwóch żółtych kartek za groźne wejścia łokciem w powietrzu. Sędzia jednak zdecydował się pokazać tylko jedną. Inna sprawa, że Pinter i spółka doskonale podkładali się właśnie tam, gdzie dzięki siłom fizyki i rozpędu łokcie napastnika Valencii po prostu musiały się znaleźć… Valencia mogła ponownie objąć prowadzenie w 41. minucie, jednak strzał piętą Soldado świetnie obronił Roberto. W 43. minucie kolejna niezrozumiała decyzja sędziego – Dujmović wszedł od tyłu w nogę Pablo tak, że cud że ta nie pękła, jednak za to rzeźnickie zagranie dostał zaledwie żółty kartonik. Jak na dłoni było już widać, że sędzia nie kontroluje w żaden sposób wydarzeń na boisku.











