Aragończycy z La Romareda po weekendowej wygranej z Villarrealem pokazali, że mają zamiar walczyć o utrzymanie do ostatniej kolejki. Jednak ważniejsza dla nich jest i będzie inna walka – o przywrócenie klubowi dawnej chwały i wyrwanie go z rąk złych ludzi.
Sid Lowe, madrycki korespondent brytyjskiego „Guardiana”, swoją dzisiejszą cotygodniową kolumnę poświęcił problemom Realu Saragossa. Anglik chwilę po niespodziewanym zwycięstwie ekipy Manolo Jimeneza nad Villarrealem postawił odważną tezę, że klub z La Romareda w maju spadnie z La Liga na dobre, a nie na sezon, dwa czy trzy, i możliwe, że zatrzyma się nie w Segunda, ale nawet w Segunda B. Sid jest jednym z tych dziennikarzy, których spostrzeżenia są zazwyczaj jednocześnie inteligentne, zaskakujące i trafne. Tym razem mam jednak wrażenie, że ten zapamiętały kibic Realu Oviedo się pomylił.
Anglik jak z rękawa sypie przykładami na poparcie swojej tezy. Saragossa ma gigantyczne, ponad stumilionowe długi wobec wierzycieli. Zalega z wypłatami dla piłkarzy, prowadzi szemrane interesy, wchodzi w układy trójstronne z bliżej nieznanymi inwestorami. Trener ma dość braku zaangażowania piłkarzy, ci zaś mają dość wszystkiego. Prezes nienawidzi kibiców, a kibice prezesa. I to – niepojęte, że Lowe tego nie dostrzegł – może być ratunkiem dla Saragossy. Nie – nie długi, nie szemrane interesy. Ratunkiem mogą być kibice i ich nienawiść do Agapito Iglesiasa.
Ta nienawiść powoli przybiera rozmiary jeszcze niespotykane w Hiszpanii. Kibice Atletico palili niedawno kukły Cerezo i Gila Marina. Fani Barcelony zdecydowanie nie kochali Joana Gasparta, a fani Realu Ramona Calderona. Jednak żaden z tych dżentelmenów nigdy nie miał problemów z dostaniem się na własny stadion. Agapito od kilku tygodni nie przychodzi na domowe mecze Saragossy – obawia się o swoje bezpieczeństwo. Całkiem słusznie zresztą, La Rosaleda go naprawdę nienawidzi. Nikt nie wie, co by się stało, gdyby Iglesias znalazł się w zasięgu rąk kibiców. To już nie są spotęgowane przez tłum odczucia niezadowolonych ultrasów. To prawdziwy ruch społeczny.
Być może niektórzy z was oglądali mecz Polonii z Widzewem. Fani warszawskiej drużyny wywiesili podczas niego transparent „Zaragoza si, Agapito no!”, solidaryzując się z aragońskimi kibicami. Takich gestów jest więcej, z całego świata napływają głosy wsparcia dla niszczonego giganta. Hiszpania oczywiście fanów z La Rosaleda popiera gremialnie. Agapito wie, że walczy i będzie walczył sam. Prezesi innych klubów zapraszają go jeszcze na mecze, sadzają w loży prasowej i pozwalają oglądać kolejne klęski. Napięcie jest jednak coraz bardziej wyczuwalne, już prawie namacalne. Agapito lada chwila uzyska status persona non grata.
No bo ileż można patrzeć na upadek takiego kolosa? Może teraz Saragossa to dla nas drużyna słabiutka, chłopiec, którego bije się aż za łatwo, ale w historii La Liga mało jest drużyn bardziej zasłużonych. Lista znakomitych piłkarzy, którzy biegali w koszulce Realu, jest długa i zawiera nazwiska takie, jak Cafu, Morientes, Milito (x2), Pique, Villa czy Aimar. Klub z La Rosaleda bywał wicemistrzem Hiszpanii, wygrywał europejskie puchary i Puchar Króla. To, że teraz „Los Manos” muszą się kłaniać w pas Getafe, Villarrealowi czy skleconej naprędce Maladze, nie jest ani dobre, ani sprawiedliwe.










