Sandecja Nowy Sącz po trzech meczach tej wiosny może pochwalić się bardzo dobrym bilansem. Dwa zwycięstwa oraz jeden remis to – trzeba przyznać – świetne wejście w rundę wiosenną. W tych kilku meczach zespół strzelił aż osiem bramek, tracąc tylko dwie przeciwko mocnemu ofensywnie GKS-owi Tychy. Dzięki temu Sandecja zbliżyła się do topowej szóstki ligi i ma szansę powalczyć o baraże.
Obecnie dziewiąta ekipa z Nowego Sącza do legnickiej Miedzi traci zaledwie dwa punkty. Miedź to – jeszcze przed zakończeniem 23. kolejki – szósta siła Fortuna 1. Ligi, czyli ostatnia drużyna, która zajmuje obecnie miejsce barażowe. Przed rozpoczęciem gry tej wiosny nie wróżyliśmy Sandecji tak dobrego wejścia w rundę. Spodziewaliśmy się raczej bezpiecznego utrzymania, a tymczasem nowosądeczanie pozytywnie nas zaskoczyli.
Siła w ofensywie
Jak wspominaliśmy we wstępie, wiosną Sandecja może się pochwalić naprawdę dobrym wynikiem strzeleckim. Osiem bramek w trzech meczach to niemalże ćwierć tego, co zespół zdołał ustrzelić na przestrzeni całego sezonu (łącznie Sandecja ma na swoim koncie 36 trafień). Na pierwszy plan wysuwa się jednak kilku zawodników, którzy formacji ofensywnej dali tej wiosny najwięcej.
Pierwszy z nich jest – o ironio – środkowym obrońcą. Michal Piter-Bucko to nie tylko dobry egzekutor rzutów karnych. W każdym z ostatnich trzech meczów miał swój udział przy jednej bramce. W spotkaniu z GKS-em Tychy wykorzystał rzut karny, ale w kolejnych meczach był niczym nowosądecki Sergio Ramos.
Przeciwko Stomilowi Olsztyn popisał się fenomenalną główką, wyskakując poziom wyżej od reszty zawodników w polu karnym. W meczu z bełchatowskim GKS-em nie udało mu się zapracować na bramkę głową, ale za to w świetnym stylu dograł piłkę do Damiana Chmiela. Ten nawinął obrońcę i podwyższył prowadzenie Sandecji. W obecnym sezonie Bucko ma już na koncie siedem trafień oraz dwie asysty.
Jesienią, po niemal dwumiesięcznej przerwie, otrzymał szansę w spotkaniu przeciwko Chrobremu Głogów. „Szansę” to może nieprawidłowe określenie, bo na boisku pojawił się na zaledwie dwie minuty. Zdążył jednak strzelić bramkę i to niezwykle ważną, bo dającą Sandecji trzy punkty. Mowa o Mariuszu Gabrychu, który w rundę wiosenną wszedł jak w masło.
Rozpoczął powoli, bo od asysty w meczu z tyskim GKS-em. Potem przyszło jednak spotkanie ze Stomilem Olsztyn, w którym Gabrych „zaszalał”. Najpierw dopadł do piłki w polu karnym i z kilku metrów pokonał bramkarza Stomilu. Następnie wykorzystał błąd golkipera, który niecelnie zagrał piłkę, a ta – zamiast do obrońcy – trafiła pod nogi napastnika. Ten oczywiście skorzystał z prezentu, choć uderzał z dość ostrego kąta, a trafienie do siatki wcale nie było tak prostym zadaniem.











