Wyniki szkoleniowca Legii Warszawa niczego dobrego nie wróżą dla jego przyszłości. Co prawda zespół awansował do kolejnej rundy Ligi Europy, ale w jaki w sposób? Patrzenie na grę trzynastokrotnego mistrza Polski nie jest przyjemne dla oka i możliwe, że udam się do okulisty, by dopytać się, czy zna na to jakieś lekarstwo. Możliwe, że od niego też nie uzyskam żadnej właściwej porady poza tym, żeby po prostu tej Legii nie oglądać. Chciałbym teraz siedzieć w głowie Vukovicia i wiedzieć, jakie myśli przechodzą przez nią teraz. Jakie to koncepcje i taktyki zamierza zastosować w następnych meczach? Jak dla mnie Legia straciła swoje DNA wraz z odejściem Kucharczyka. Ale tutaj nie mowa o tym, lecz o przyszłości szkoleniowca „Wojskowych”.
Zwolnienie kwestią czasu
Podtytuł mojego artykułu nie jest przypadkowy. Legia Warszawa to klub, który co roku chce się bić o mistrzostwo Polski. Jeżeli tego nie uda się osiągnąć, rozgrywany sezon można nazwać klapą, a tak było właśnie ostatnio. Taki klub jak Legia nie może dopuścić do siebie kolejnej porażki w postaci braku rywalizacji w eliminacjach Ligi Mistrzów. Wyniki są najważniejsze, bo to one decydują o dalszym losie trenera. Na wypadek ciągłej straty punktów przychodzi pomoc w formie stylu gry. No cóż… będę nieprzychylny w stosunku do trenera Legii, ponieważ nie widzę, aby drużyna prowadzona przez zasłużoną osobę w klubie, jaką jest Vuković, prezentowała choć gram jakości sprzed kilku lat.
Jednakże powody swojej frustracji powinienem kierować do prezesa Mioduskiego za to, jak funkcjonuje obecnie klub. Kibice już mnie za to wyręczają, ale to nie wystarcza, żeby chociaż trochę wspomnieć o kilku podstawowych problemach dziewiętnastokrotnego triumfatora Pucharu Polski. Legia to klub z najwyższym budżetem spośród wszystkich klubów PKO Ekstraklasy, który na ten sezon wynosi 119 mln zł. Naprawdę jest to duża kwota jak na polski klub, no ale co z tego, że legioniści mogą się pochwalić najwyższą sumą pieniędzy, jak nie umie się ich dobrze wykorzystać.
Bezustanne sprowadzanie zagranicznych piłkarzy, których zaangażowanie nie jest warte trzech groszy, jest tragikomedią. Ponadto płacenie im bardzo wygórowanych sum to już kpina. Średnio gracz „Wojskowych” zarabia ok. 100 tys. złotych miesięcznie. Ciągłe wpadki, jakie serwuje nam zespół Legii, są torem do desperackich decyzji właściciela Legii. Romeo Jozak, Dean Klafurić, Ricardo Sa Pinto – to właśnie nazwiska szkoleniowców, którzy nie podołali przy Łazienkowskiej. Kolejnym może być niestety Vuković, który jako zawodnik dołączył do Legii w 2001 roku i rozegrał w niej 239 meczów we wszystkich rozgrywkach.











