Gdy zespół znajduje się w dużych tarapatach, a w oczy zagląda widmo spadku, działacze często odchodzą od wcześniej obranej koncepcji. Zmieniają menedżera, zatrudniając szkoleniowca doświadczonego w walce o utrzymanie. Właśnie tym sposobem do Premier League powrócił owiany złą sławą Sam Allardyce. Powrócił z hukiem, bo zamiast ratować West Bromwich Albion przed degradacją, ciągnie zespół z The Hawthorns na dno. Konsekwentnie, krok po kroku.
Afera związana z chęcią przyjęcia przez Sama Allardyce’a łapówki za pomoc w obejściu przepisów szybko zakończyła przygodę szkoleniowca ze stanowiskiem selekcjonera reprezentacji Anglii. Wiele osób odetchnęło wtedy z ulgą. Przede wszystkim ze względu na fakt, że sama nominacja krnąbrnego trenera wywołała mieszane uczucia. Selekcjoner angielskiej kadry powinien być przecież bez skazy, a Sama Allardyce’a pod wspomnianą kategorię podciągnąć nie można.
Dodatkowo był on kandydatem jakby na siłę wziętym pod uwagę. Po prostu na bezrybiu i rak ryba. Nie bardzo było kogo mianować, więc najważniejszą posadę w angielskim futbolu otrzymał Sam Allardyce. Kadrę „Sons of Albion” powinien przecież trenować rodak. Przynajmniej według FA, która kontraktując obecnego menedżera West Bromwich Albion, sama prosiła się wtedy o kłopoty. A te szybko nadeszły w postaci wspomnianej afery.
(Nie)chciany Sam Allardyce
Po zwolnieniu z funkcji selekcjonera Sam Allardyce otrzymał wilczy bilet od mediów. Łatkę trenera skorumpowanego, który jest skory do korzystania z niedozwolonych rozwiązań. Tak szkoleniowiec był postrzegany przynajmniej przez brytyjską prasę. Fatalny PR nie przeszkodził jednak „Big Samowi” zostać jeszcze w tym samym roku menedżerem Crystal Palace. Będąc pod ścianą, londyńczycy nie kręcili nosem na otoczkę wokół osoby Sama Allardyce’a. PR zszedł na boczny plan, bo w oczy zaglądała degradacja.
Z podobnego założenia w obecnej kampanii musieli wyjść także działacze West Bromwich Albion. Klub z The Hawthorns postanowił odkurzyć kontrowersyjnego menedżera. Po co? To wiedzą tylko włodarze WBA. W obliczu niezadowalających rezultatów projekt Slavena Bilicia poszedł do kosza, a na scenę wkroczył Sam Allardyce. Z hukiem, bo zamiast ratować zespół przed degradacją, ciągnie West Bromwich Albion na dno. Konsekwentnie, krok po kroku.












