W czwartej kolejce T-Mobile Ekstraklasy Wisła Kraków podejmowała u siebie Ruch Chorzów. Pomimo dominacji gospodarzy mecz zakończył się remisem 2:2. „Niebiescy” dzięki temu wynikowi zapisali na swoje konto pierwsze punkty w tym sezonie. Wisła natomiast dała w tym meczu popis niewykorzystanych sytuacji.
Ruch Chorzów jest jedynym klubem, który ma lepszy bilans bezpośrednich spotkań z drużyną „Białej Gwiazdy”. „Niebiescy” wygrali z Wisłą w 54 spotkaniach. Ponadto podopieczni Smudy nie zdołali wygrać z ekipą z Chorzowa od 25 listopada 2012 roku. Nie zmieniło się to również po tym spotkaniu. Mecz przy Reymonta był również spotkaniem wielu byłych piłkarzy z obu klubów. W Wiśle obecnie gra czterech byłych zawodników Ruchu, a w Chorzowie pięciu ekswiślaków.
W 14. minucie na stadionie zawrzało. Piłkę ręką zagrał jeden z zawodników Ruchu i sędzia najpierw nie podyktował rzutu karnego, a po strzale Brożka, kiedy piłka wpadła do siatki, zdecydował się na podyktowanie rzutu… wolnego. Stały fragment gry wykonał Łukasz Garguła, ale piłka wylądowała minimalnie obok prawego słupka. Kibice zareagowali oczywiście głośnym „Złodzieje”, ale ich złość nie trwała długo. Trzy minuty później Malinowski podciął Jankowskiego w „szesnastce” i sędzia Stefański już bez wątpliwości wskazał na jedenasty metr. Rzut karny wykorzystał Rafał Boguski.
Dalsza część pierwszej połowy to koncert niewykorzystanych sytuacji po stronie Wisły. Swoje szanse mieli m.in. Brożek i Garguła. „Biała Gwiazda” drugiego gola strzelić jednak nie zdołała. Sprawdziło się natomiast po raz kolejny powiedzenie, że niewykorzystane sytuacje się mszczą, ponieważ w 43. minucie Ruch doprowadził do remisu po bramce Daniela Dziwniela.
W drugiej połowie gospodarze mogli wyjść na prowadzenie już dwie minuty po wszczęciu gry, ale kolejną dobrą okazję zmarnował Paweł Brożek. Ruch wraz z upływem minut coraz odważniej atakował za to bramkę rywala. W 63. minucie wszyscy zgromadzeni na trybunach i przed telewizorami widzieli już piłkę w siatce Michała Buchalika. Z odległości około trzech metrów na pustą bramkę nie trafił jednak Grzegorz Kuświk, a większość kibiców zgromadzonych na tym meczu wybuchnęła po prostu śmiechem.
Wisła natomiast nadal przeważała na boisku, ale kompletnie nie wykorzystywała swoich okazji. Chociaż na murawie pojawili się ofensywni zawodnicy, to efektów bramkowych wciąż nie było. Zepchnięty do obrony Ruch wykorzystał natomiast jeden ze swoich kontrataków i wyszedł na prowadzenie w 73. minucie gry. Na listę strzelców wpisał się Michał Efir, który uciekł obrońcom i pewnym strzałem pokonał Buchalika.
Po kolejnych marnowanych sytuacjach wiślaków można było sądzić, że mecz zakończy się w końcu pierwszym zwycięstwem Ruchu w tym sezonie. Wtedy jednak przebudził się Paweł Brożek, który najpierw zmarnował kapitalną okazję, ale szybko się zrehabilitował i na siedem minut przed końcem spotkania pokonał Kamińskiego ładnym strzałem głową.
Pisząc o meczach Wisły u siebie, nie moglibyśmy oczywiście pominąć kwestii frekwencji na Stadionie im. Henryka Reymana. Przed meczem po zakup biletu znowu były ogromne kolejki i na dodatek zepsuł się system płatności kartą. Ostatecznie jednak na trybunach zasiadło dokładnie 5 783 kibiców, czyli o tysiąc więcej niż na ostatnim meczu u siebie. Liczby te nie są oczywiście powalające i można śmiało powiedzieć, że stadion Wisły nadal świeci pustkami…











