Wzmocniona kilkoma piłkarzami Arka przegrała 0:3 z Ruchem Chorzów, który nie szalał zimą na rynku transferowym. Mecz potwierdził to, co wiedzieliśmy jeszcze przed rozpoczęciem tej kolejki: Arka będzie bronić się zaciekle przed spadkiem, a Ruch pozostanie pretendentem do miejsca na podium.
Lepiej mecz rozgrywany przy pustych trybunach i na sztucznej nawierzchni Stadionu Narodowego Rugby rozpoczęli zawodnicy gospodarzy. Już w 4. minucie nowy nabytek Arki, Miroslav Bożok, dośrodkował wprost na głowę Przemysława Trytko, ale strzał był za lekki, by mógł zaskoczyć Krzysztofa Pilarza. Arka grała wysoko i blisko zawodników Ruchu, zaprzeczając niejako słowom trenera Arki, który zapowiadał, że jego zespół nie rozpocznie spotkania od nacierania na graczy przeciwnika. Jednak taka gra często ma swoje konsekwencje – rywal może skontrować.

Tak stało się w 12. minucie, gdy Ruch przeprowadził jedną z najlepszych akcji tej kolejki. Najpierw Arkadiusz Baran długim podaniem uruchomił Andrzeja Niedzielana, następnie zwinny napastnik dośrodkował w pole karne, Marcin Zając uderzył z pierwszej piłki, ale to nie on okazał się autorem bramki, ale Artur Sobiech, który dobijał strzał byłego gracza Lecha Poznań. Arka nie zamierzała rozpaczać po stracie gola i niemal minutę po tym, jak na tablicy świetlnej zmienił się rezultat, mogła wyrównać stan meczu, jednak znów Trytko nie potrafił znaleźć sposobu na Pilarza. W tej sytuacji asystę mógł zaliczyć, sprowadzony zimą do Gdyni, Joel Tshibamba, który imponował w pierwszej połowie szybkością i błyskotliwością. Tuż przed przerwą był bliski strzelenia pierwszego gola w polskiej lidze.
Po wyjściu na drugą część gry, Ruch chciał dać Arce do zrozumienia, że zamierza strzelić kolejną bramkę i chce zamknąć tym samym temat tego spotkania. Wydawało się, że zespół z Trójmiasta do tego nie dopuści, gdyż przez całą pierwszą połowę był równorzędnym rywalem dla graczy z Chorzowa. Jednakże znów indywidualny błąd Andrzeja Bledzewskiego pogrążył Arkę. Doświadczony bramkarz odbił piłkę przed siebie po strzale Grzegorza Barana, na jego nieszczęście pięć metrów przed bramką stał Marcin Zając, który nie zastanawiając się, umieścił piłkę w siatce. Arkowcy nie zareagowali na straconego gola tak, jak w pierwszej połowie, co rzutowało na przebieg spotkania. Ruch kontrolował grę, a Arka niespecjalnie wierzyła w to, że uda jej się jeszcze powalczyć o punkty. Wynik ustalił w 90. minucie meczu nowy nabytek chorzowian, pozyskany z Widzewa, Arkadiusz Piech.
Piłka poruszała się po sztucznej nawierzchni bardzo płynnie, ale mecz ten obnażył także wady tego typu boisk. Artur Sobiech odniósł pechową kontuzję, gdyż źle stąpnął i w 75. minucie musiał opuścić boisko.











