Ruch Chorzów pokonał Jagiellonię Białystok 1:0 w meczu 20. kolejki T-Mobile Ekstraklasy. Dzięki temu zwycięstwu „Niebiescy” wyprzedzili w tabeli Polonię Warszawa oraz Koronę Kielce i zajmują trzeci miejsce.
Pierwszy kwadrans nie należał do najciekawszych. Nie należał nawet do średnio ciekawych. Gra toczyła się głównie na środku boiska i brakowało celnych strzałów. Takie osobistości, jak Frankowski, Piech czy Jankowski z powodu słabej gry swoich kolegów z pomocy nie miały nawet okazji zawojować w okolicach pola karnego przeciwnika.

W końcu w 22. minucie kibice wstali z miejsc. Wtedy to Grzegorz Rasiak świetnie zagrał do Makuszewskiego (przynajmniej tak się na początku wydawało), a ten podbiegł w stronę bramki i pokonał Peskovicia. Niestety jeden z bocznych sędziów sprowadził białostoczan na ziemię, sygnalizując spalonego, więc wynik pozostawał bez zmian. Mecz powoli się rozkręcał, co pokazała też niezła akcja Ruchu Chorzów minutę później, kiedy to po błędzie defensywy Jagiellonii do piłki doszedł Maciej Jankowski. Strzał 22-latka trafił jednak w boczną siatkę.
W ostatnim kwadransie mieliśmy jeszcze kilka okazji, jednak żadna nie przyniosła gola. Do najciekawszej z nich doszło w 42. minucie spotkania, kiedy to po dośrodkowaniu Makuszewskiego i strąceniu piłki przez Rasiaka w poprzeczkę trafił Frankowski. Po kilku powtórkach okazało się, że „Franek” zagrał piłkę ręką, czego nie zauważyli (na jego szczęście) sędziowie. Pierwsza część spotkania zakończyła się bezbramkowym remisem. Gdybym przed drugą połową miał postawić na jedną z drużyn, wybrałbym Jagiellonię.
Po przerwie Ruch Chorzów wyszedł odmieniony. Więcej atakował i był bardziej aktywny niż rywal. W pierwszych minutach po przerwie jedną okazję mieli podopieczni Tomasza Hajty. Maciej Makuszewski przyjął piłkę po rzucie z autu i niewiele brakowało, aby pokonał Peskovicia. Później czekało nas dziesięć minut ciągłych ataków „Niebieskich”. W 53. minucie w pole karne „Jagi” wbiegł Maciej Jankowski i dobra interwencja Thiago Cionka zapobiegła strzałowi napastnika Ruchu. Coraz groźniej atakowali jedni i drudzy i na stadionie w Białymstoku zaczynało śmierdzieć bramką.
W 62. minucie Michal Pesković daleko wykopał piłkę, która powoli zmierzała w stronę bramki Jagiellonii. Wykorzystał to Arkadiusz Piech, który popisał się znakomitą szybkością, wyprzedzając Norambuenę i Gusicia, i wpakował piłkę do bramki Sandomierskiego. Karygodny błąd stoperów „Jagi” i nieprzeciętna dynamika napastnika Ruchu zmieniły wynik spotkania na 1:0 dla gości.
W 76. minucie spotkania bramkarz Ruchu, Michal Pesković, uratował swój zespół przed stratą gola. Najpierw w pięknym stylu wybronił strzał z główki Rasiaka, a później, leżąc na murawie, wypiąstkował jeszcze dobitkę Jana Pawłowskiego. Ostatnie minuty meczu zapowiadały się niezwykle ciekawie. Dobrym strzałem w 86. minucie spotkania popisał się Marcin Burkhardt, ale było to uderzenie w środek bramki i nie mogło zaskoczyć Peskovicia. Jęk zawodu kibiców gospodarzy słyszeliśmy jeszcze w drugiej z doliczonych minut. Wtedy to po świetnym dośrodkowaniu bardzo trudny strzał z główki Frankowskiego złapał Pesković.











