Powiedzieć, że mecz rozegrany przy ulicy Cichej nie stał na najwyższym poziomie, to nic nie powiedzieć. Przez pierwsze 45 minut gry nie działo się absolutnie nic. Piłkarzy kopali, biegali, ale nic z tego nie wynikało. Jeśli doszło do sytuacji podbramkowych, to wynikały one jedynie z przypadku. W ostatniej minucie pierwszej połowy bardzo ładnym technicznym strzałem popisał się Stępiński, a Pawełek skapitulował. 1 : 0 dla Ruchu i było po meczu…
Drugą połowę całkowicie kontrolowali piłkarze chorzowian. Utrzymywali się przy piłce, rozgrywali, wymuszali przewinienia rywali. Natomiast Śląsk wybijał piłkę przed siebie i człapał po boisku. Pochwalić można jedynie Gecova i Paixao, którzy starali się grać w piłkę. Gecov próbował rozgrywać i wychodziło mu to całkiem przyzwoicie, jednak do Sebastiana Mili (w formie) wciąż Czechowi sporo brakuje. Po drugie jedynym piłkarzem, który wystawiał się do gry był wspomniany wcześniej Flavio Paixao.
Całkowicie zawiedli „nowi” zawodnicy: Kaczmarek i Bartkowski. Pawłowski dał szansę wiecznym rezerwowym, lecz lepiej dla nich, dla Śląska i dla nas – kibiców, jeśli w przyszłym kolejce zostaną poza boiskiem. Z drugiej strony bardzo dobre zawody rozegrał młodzieżowy duet Ruchu, Lipski – Stępiński. Dla takich zawodników przychodzi się na stadion. Po Lipskim widać wysokie umiejętności techniczne, inteligencję przy rozgrywaniu piłki, Stępiński zachwyca ciągiem na bramkę i walecznością, jednak do obydwu piłkarzy można mieć pewne uwagi. Przede wszystkim do Stępińskiego za symulowanie w polu karnym. O ile za pierwszym razem arbiter nie dał się nabrać i ukarał go żółtą kartką, o tyle za drugim razem reprezentant U-21 dopiął swego i sędzia (niesłusznie) wskazał na wapno. Tutaj nie popisał się Lipski, który nie potrafił zamienić tej doskonałej szansy na drugą bramkę. Z kronikarskiego obowiązku wypada wspomnieć o czerwonej kartce, którą w ostatnich minutach otrzymał były zawodnik Śląska Wrocław – Rafał Grodzicki, tylko że nawet przewaga jednego zawodnika na boisku nie zmieniła obrazu gry. Ruch wciąż kontrolował to spotkanie i było pewne, że trzy punkty trafią do gospodarzy.
Co dalej z trenerem Pawłowskim?
Śląsk Wrocław notuje fatalny początek sezonu. Zaledwie 13 punktów na 13 spotkań i 20 straconych bramek. Cztery porażki w pięciu ostatnich spotkaniach. Te suche liczby mówią wszystko. Pawłowski całkowicie się pogubił. Trudno wyjaśnić, dlaczego trener postanowił bronić pijackich wybryków jednego ze swoich podopiecznych na zgrupowaniu reprezentacji Polski U-21. Równie trudno doszukać się logiki w wyjściowej jedenastce Śląska. W spotkaniu przeciwko Koronie, które odbyło się tydzień temu, zagrali Kokoszka i Grajciar. W dzisiejszym spotkaniu obydwaj nie znaleźli się nawet w meczowej osiemnastce. Dziwi zwłaszcza niezgłoszenie tego pierwszego, który przeciwko Koronie wyszedł w podstawowym składzie.











