To, co w środowisku trenerskim jest oczywiste i co zdarza się po każdym dużym turnieju, to rozliczanie selekcjonerów poszczególnych reprezentacji za wyniki osiągnięte podczas owych turniejów. Niektórzy do takiego rozliczenia podejdą z uśmiechem na twarzy, inni wręcz przeciwnie, woleliby zamieść sprawę pod dywan i udawać, że nic się nie stało. Faktem jednak jest, że właśnie mamy czas, kiedy to większość rozliczeń już miała miejsce.
Niektórzy podają się do dymisji, widząc, że dali swoim drużynom sto procent możliwości i więcej ze swojego warsztatu trenerskiego nie są w stanie zaoferować. Inni dumnie trwają na stanowisku mimo niepowodzenia, co wprawia fanów reprezentacji w furię. Jest nawet jeden taki przypadek, w którym żąda się, aby selekcjoner ze swojej porażki na mundialu tłumaczył się przed parlamentem. Ale o tym za chwilę.
Pożegnania smutne…
Smutne pożegnania to takie, w których smucimy się, że ktoś odchodzi. Na pewno smucą się Algierczycy, którzy stracili wybitnego na ich warunki trenera w osobie Valida Halilhodzica. Zastąpi go Christian Gourcuff, więc może będzie to krótki smutek? Na emeryturę przeszedł już Ottmar Hitzfeld, co smuci nie tylko kibiców reprezentacji Szwajcarii, ale również wszystkich fanów futbolu. Vladimir Petkovic to człowiek, który będzie musiał dźwigać miano następcy Hitzfelda i utrzymać Szwajcarów na ich obecnym poziomie. Holandia również smutna, lecz tylko na moment. Van Graal poszedł szukać kolejnych wyzwań w Premier League, ale jego miejsce zajął niezniszczalny Guus Hiddink, który na pewno nie jest gorszym specjalistą. Warto przy okazji dodać, że współpracownikami Hiddinka będą Van Nistelrooy oraz Danny Blind. Ten drugi zostanie selekcjonerem „Oranje” po Euro 2016. Najprawdopodobniej odejdzie również Alejandro Sabella, który po prostu nie chce dalej być selekcjonerem swojego kraju i poda się do dymisji. Podzieli tym samym los Cesare Prandelliego, który po odpadnięciu Italii w fazie grupowej również podał się do dymisji dymisji, aby następnie przyjąć pracę w tureckim Galatasarayu. Kategorię smutnych odejść uzupełni Stephan Keshi – zdobywca Pucharu Narodów Afryki i człowiek, który zaprowadził Nigerię do jednej ósmej finału piłkarskich MŚ. Jeszcze nie znamy jego następcy.
…radosne…
Na pewno z odejścia trenera cieszą się Japończycy. Bo duże nadzieje (i pieniądze) pokładane w Alberto Zaccheronim nie dały na koniec efektów. Japonia nie wyszła z fazy grupowej, mimo takich rywali jak Grecja czy WKS. A mając piłkarzy pokroju Kagawy czy Hondy, można przecież tego oczekiwać. Wybrzeże Kości Słoniowej też po raz trzeci z rzędu nie opuściło fazy grupowej. Atak z takimi kopaczami jak: Bony, Drogba, Kalou, Gervinho nie zrobił wrażenia na rywalach i „Słonie” szybko pojechały do domu. Brazylia na pewno szybko do domu nie pojechała, bo mundial grała u siebie, ale trudno sobie wyobrazić, aby wiele osób płakało po Luizie Felipe Scolarim. To, że odejdzie, wydawało się pewne po porażce z Niemcami w półfinale 1:7. Na liście następców pojawiło się nazwisko Pellegrini, ale należy to raczej traktować jako plotkę z natury science-fiction.










