Na taki Manchester kibice czekali od odejścia Fergusona. 4:0 do pierwszej połowy z Leicester – to było najlepsze 45 minut zawodników z Old Trafford od paru ładnych lat. Ojciec sukcesu? W głównej mierze Mourinho, który miał jaja, żeby posadzić Rooneya na ławce. Bez niego czarowali Mata i Pogba, a zespół grał, jakby zdjęto z niego jakąś blokadę. Portugalski szkoleniowiec musi się poważnie zastanowić – czy ma na tyle odwagi, aby ostatecznie zabrać miejsce w składzie Anglikowi? Pod wodzą Davida Moyesa Manchester ograł Bayer Leverkusen w LM 5:0, ale nie było to zwycięstwo tak widowiskowe jak te rozegrane w sobotnie popołudnie na Old Trafford. O tym, że Leicester to nie ogórki, przekonywać nikogo nie trzeba. Prawdą jest, że podopieczni Ranieriego nie będą bić się o utrzymanie na piedestale, ale na pewno nie jest to zespół, który po pierwszej części gry schodzi do szatni z bagażem czterech goli.
A przecież gospodarze przegrali trzy ostatnie spotkania z rzędu. O ile porażkę z Manchesterem City można zrozumieć, o tyle blamaże z Feyenoordem i Watfordem to rezultaty, na które nie ma prawa pozwalać sobie pretendent do medali. Konia z rzędem temu, kto spodziewał się, że „Lisy” zostaną przez „Czerwone Diabły” stłamszone. To nie koniec zaskoczeń.
Dwóch za jednego
Pogba w końcu zagrał tak, jak grać powinien lider drużyny. Debiutancka bramka to tylko wisienka na torcie – Francuz był przede wszystkim jednocześnie „dziesiątką” i „szóstką”. Przynajmniej trzy wykreowane szanse, a do tego ciągła obecność dokładnie tam, gdzie właśnie była piłka – tak wszędobylskiego pomocnika potrzebował środek pola Manchesteru. Warto pamiętać jednak, że jedna jaskółka wiosny nie czyni.
Nie mniej zrobił Juan Mata. Zastąpił on Rooneya na pozycji ofensywnego pomocnika (ach ten brak zaufania od Mourinho) i rozegrał jeden z najlepszych meczów, odkąd trafił do klubu. Gol po genialnej akcji, do tego asysta przy bramce Rashforda (po dośrodkowaniu Blinda, który dokładając do tego dwie asysty, rozegrał swoje najlepsze spotkanie w czerwonych barwach), a przede wszystkim kreatywność na poziomie czołówki Premier League.
Wszystkiemu temu z ławki rezerwowych przyglądał się Rooney. Piłkarz, który jest żywą legendą klubu i jeszcze w trwającym sezonie powinien być jego najlepszym strzelcem w historii. Piłkarz, który w każdym sezonie jest w czołówce snajperów klubu. I w końcu, co odnośnie do tematu jest najistotniejsze – piłkarz, który od przynajmniej trzech lat jest wolny, przewidywalny, któremu brakuje błysku, tak potrzebnego do wzięcia odpowiedzialności na swoje barki.











