O Szwajcarii mówi się jako o kraju słynącym z precyzji. Tak więc i plany tego kraju dotyczące mistrzostw świata musiały być konkretne. Najpierw wyjście z grupy, a potem zajście jak najdalej. To pierwsze już jest. Pozostaje pytanie na jak wiele stać „Helwetów”.
Doliczona radość
Piętnastego czerwca o 13:00 czasu lokalnego w stolicy Brazylii na placu boju pojawili się piłkarze Szwajcarii i Ekwadoru. Dla każdego z tych młodych zawodników odsłuchanie hymnu na tak wielkim stadionie było czymś niesamowitym. Wielu z nich „odpłynęło”, a obudzili się dopiero w 22. minucie. Strzał Ennera Valencii znalazł drogę do siatki. Nie wszystko poszło tak jak powinno. Benaglio wyciągnął piłkę z siatki, a prawdziwa podróż z piekła do nieba dopiero się rozpoczęła. „Helweci” z każdą minutą nadrabiali straty, jednak niemal tak samo jak kadra Adama Nawałki bili głową w mur. Nawiązań do naszej reprezentacji jest jednak wiele więcej. Kolejne? Kibice nie przestawali wierzyć i z całych sił dopingowali swoich reprezentantów.
Radość w ekipie Szwajcarów wybuchła w trzy minuty po rozpoczęciu drugiej odsłony spotkania. Dobrą centrę z rzutu rożnego wykorzystał Mehmedi, piłkarz Freiburga. To dopiero początek znakomitych dokonań zawodników kojarzonych z niemieckiej ekstraklasy. Szalony doping trwał do 70. minuty. Ricardo Rodriguez, lewy obrońca Wolfsburga, płasko zagrał w pole karne. Nad piłką przeskoczył Xhaka, a zdezorientowani defensorzy Ekwadoru odbili jeszcze piłkę do Josipa Drmicia, który w momencie podania nie był na pozycji spalonej. Napastnik Norymbergi wpakował futbolówkę do sieci, jednak sędziowie nie uznali jego trafienia. Na tablicy wyników wciąż widniał wynik remisowy, a spotkanie zbliżało się ku końcowi. Przedostatnia akcja – piłkarz Ekwadoru ma wystawioną piłkę w pole karne, wręcz idealna do strzału, zwleka i ostatecznie wślizgiem wybijają mu ją defensorzy. Szalona kontra. Ricardo Rodriguez wystrzelił z nią na skrzydle i wrzucił ją do wbiegającego Seferovicia. Ten wpakował ją obok bezradnego golkipera. Ekwador gwałtownie zderza się z rzeczywistością, a w czerwonych sektorach Stadionu Narodowego trwa feta. Wszyscy są w stanie ekstazy, po chwili rozbrzmiewa końcowy gwizdek. 2:1 – szczęśliwy i zasłużony koniec.
– Nie do wiary, zrobiliśmy to – mówił podniecony Ottmar Hitzfeld na pomeczowej konferencji prasowej. – Nigdy nie przestaliśmy wierzyć w siebie. Jestem szczęśliwy, że kończymy to starcie z trzema oczkami, ten start możemy uznać za udany – dodał już nieco spokojniejszy, choć w głębi serca z pewnością radował się kilkanaście razy bardziej, niż był w stanie to okazać. Po sezonie kończy karierę szkoleniowca. Turniej wieńczący karierę rozpoczął się znakomicie.
Rollercoaster uczuć
Reprezentacja Polski podczas jednego z wyjazdów do Zjednoczonych Emiratów Arabskich została zabrana przez selekcjonera do parku Ferrari. Tam też nasi ligowcy pojechali na najszybszym rollercoasterze świata. „Helweci” takie atrakcje przygotowali sobie sami, nie zapłacili za nie nic, a w dodatku dostaną za nie premie. Co trzeba zrobić, by przeżyć coś takiego? Wystarczy zakwalifikować się na mistrzostwa świata. Obyśmy czekali na to jak najkrócej. Szwajcarzy doczekali tego w 2014 roku.










