Robert Lewandowski wreszcie przerwał strzelecką niemoc za oceanem. Polski napastnik wpisał się na listę strzelców i dołożył asystę w wyjazdowym spotkaniu Chicago Fire z Colorado Rapids. Warto wspomnieć, że zrobił to po wejściu z ławki. Jego drużyna zwyciężyła 4:2, a 38-latek przypomniał o swoich ofensywnych możliwościach po serii zdecydowanie słabszych występów.
Strzelecka niemoc zakończona
Ostatnie tygodnie nie były najlepszym okresem w karierze Roberta Lewandowskiego. Polski napastnik nie potrafił odnaleźć właściwej dyspozycji, a kolejne występy nie przynosiły oczekiwanych rezultatów. Szczególnie niepokojąca była jego skuteczność. Reprezentant Polski czekał na kolejne trafienie od 9 września, kiedy zdobył bramkę w spotkaniu z Interem Miami. Później nastąpiła seria aż ośmiu meczów bez gola, która z pewnością nie pomagała wizerunkowi napastnika.
W ostatnim czasie pojawiało się coraz więcej głosów krytycznych pod adresem Polaka. Jego forma pozostawiała wiele do życzenia, a kibice Chicago Fire oczekiwali zdecydowanie większego wkładu w ofensywę zespołu. Przed spotkaniem z Colorado Rapids niewiele wskazywało na to, że właśnie tego wieczoru nastąpi przełamanie. „Lewy” stracił miejsce w podstawowej jedenastce Chicago, a dla takiego napastnika zdecydowanie bardziej komfortowa jest gra od pierwszej minuty z racji wieku. Łatwiej jest wtedy wejść w mecz. Robert Lewandowski pokazał jednak, że potrafi być asem wyciąganym z rękawa.
Super zmiennik
Spotkanie z Colorado Rapids Lewandowski rozpoczął na ławce rezerwowych. Chicago Fire musiało radzić sobie bez swojego napastnika w pierwszej części rywalizacji, a na boisku nie brakowało emocji. Gospodarze objęli prowadzenie w 22. minucie za sprawą Morgana Whittakera. Goście odpowiedzieli jeszcze przed przerwą, a następnie wyszli na prowadzenie po drugim trafieniu Jonathana Bamby. Colorado szybko doprowadziło jednak do wyrównania za sprawą Paxtena Aaronsona.
Przy wyniku 2:2 trener Gregg Berhalter zdecydował się na wprowadzenie Lewandowskiego. Polak pojawił się na murawie w 63. minucie i nie potrzebował wiele czasu, aby zaznaczyć swoją obecność.
W 74. minucie otrzymał podanie od Philipa Zinckernagela, dobrze urwał się defensorom i ruszył w kierunku bramki. Następnie ominął wychodzącego z niej golkipera Colorado Rapids i spokojnym wykończeniem umieścił piłkę w siatce. Było to niezwykle ważne trafienie, ponieważ pozwoliło Chicago ponownie objąć prowadzenie i ostatecznie przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę.
Na tym jednak Lewandowski nie poprzestał. W 88. minucie ponownie dał o sobie znać w ofensywie. Tym razem wcielił się w rolę asystenta, zagrywając piłkę do Puso Dithejane, który ustalił wynik spotkania na 4:2.
Back again
Występ przeciwko Colorado Rapids może okazać się bardzo ważny dla dalszej części sezonu polskiego napastnika. Po ośmiu spotkaniach bez strzelonego gola Lewandowski w końcu przypomniał o swojej skuteczności. Co istotne, zrobił to, wchodząc z ławki rezerwowych i mając bezpośredni wpływ na dwa trafienia swojego zespołu.
Chicago Fire dzięki zwycięstwu utrzymało czwarte miejsce w Konferencji Wschodniej, mając na koncie 55 punktów. Przed zespołem ostatnie spotkanie sezonu zasadniczego, w którym zmierzy się z Columbus Crew.












