Niestety po dwóch spotkaniach grupowych reprezentacja Polski oficjalnie jako pierwsza odpada z Euro 2024. Mecz rozgrywany z Austrią był kluczowy w kontekście naszej walki o 3. miejsce, jednak ekipa Michała Probierza nie podołała. Dużym problemem w grze „Biało-czerwonych” był środek pola. Jakie wnioski z występu naszych pomocników można wysnuć po spotkaniu?
Selekcjoner reprezentacji Polski, wystawiając skład na mecz z Austrią, nie zaskoczył tak bardzo jak w przypadku pierwszego starcia grupowego. Co prawda brak Jakuba Modera był dla niektórych zaskoczeniem, jednak nie tak dużym jak pojawienie się Tarasa Romanczuka w meczu z Holendrami. Mimo wszystko środek pola nie zdał egzaminu, a wręcz trzeba przyznać, że był jednym z największych mankamentów w grze naszej kadry.
Za dużo nerwowości
Generalnie, patrząc na postawę Bartosza Slisza i Jakuba Piotrowskiego, można było odczuć, że przerasta ich to spotkanie. Było to jednak dość dziwne, patrząc na to, że zarówno jeden, jak i drugi ma doświadczenie w europejskich pucharach. Zaczynając od gracza Atlanty United, trzeba powiedzieć o tym, iż nie pchał zbytnio gry „Biało-czerwonych” do przodu. Można pochwalić go za jedną akcję, w której wyszedł wyżej i wywalczył rzut wolny, ale poza tym trudno tutaj wspomnieć o czymś pozytywnym. Miał duży problem z grą pod presją rywala i przez to szybko traciliśmy piłkę.
Przechodząc do piłkarza Łudogorca Razgrad, możemy mówić o jeszcze gorszym występie. Zaliczał straty, nie wnosił nic do gry zespołu i generalnie sprawiał wrażenie nieobecnego na boisku. Przegrywał walkę o pozycję z Austriakami i nie mógł znaleźć na nich sposobu. Nie bez powodu selekcjoner postanowił zdjąć go w przerwie spotkania, wprowadzając Jakuba Modera.
Nie można powiedzieć o grze piłkarza Brighton zbyt wiele dobrego. Na początku wyróżniał się aktywnością, ale szybko zniknął z radarów i był niewidoczny na boisku. Wydawało się, że jego wejście za Piotrowskiego poprawi grę naszego zespołu, ale niestety zrównał się z nim poziomem. Nie poradził sobie ani w rozegraniu, ani w odbiorze piłki. Nie zaprezentował się tak jak w meczu z Holandią, w którym po wejściu na boisko był jednym z najjaśniejszych punktów kadry.
Jedyny pozytyw środka pola
Patrząc na grę naszych pomocników, trzeba stwierdzić, że jednym zawodnikiem, który nie zawiódł w tym spotkaniu, był Piotr Zieliński. W spotkaniu z Austrią mogło się momentami wydawać, że podanie do 30-latka jest jedyną opcją, aby reprezentacja Polski ruszyła z akcją ofensywną. Potrafił on zwieść rywala zwodem i miał dobry przegląd pola. Nie bał się wziąć gry drużyny na swoje barki i widać było, że opaska kapitańska go nie obciążała, a wręcz dodawała mu pewności siebie. Potrafił zagrozić bramce rywala, chociażby w doliczonym czasie gry pierwszej połowy, gdy przy jego strzale z rzutu wolnego dobrą interwencją musiał się wykazać austriacki bramkarz. Piłkarz jeszcze kilkukrotnie starał się zdobyć gola, ale jego uderzenia były blokowane przez obrońców rywala.










