Spotkania 9. kolejki Primera Division pokazały, że i w tym roku tylko wielka katastrofa spowodowałaby przerwanie hegemonii wielkiej dwójki. Swoje spotkania pewnie wygrały ekipy Realu i Barcelony, natomiast punkty potraciły niemal wszystkie zespoły marzące o grze w europejskich pucharach – Valencia, Villarreal, Espanyol, Atletico i Sevilla.
Przebudzenie Barcelony
Po wygranej nad Valencią dwa tygodnie temu (nie oszukujmy się, mecz poprzedniej kolejki z ostatnią Saragossą był formalnością), to właśnie sobotni mecz z Sevillą miał dać jednoznaczną odpowiedź, w jakiej formie „Blaugrana” jest na tym etapie rozgrywek, jednak chyba mało kto spodziewał się, że w aż tak dobrej. Dotychczasowe wyniki, zwłaszcza strzeleckie, nie zachwycały; na próżno można było szukać w klasyfikacji o tytuł Pichichi innych zawodników niż niezawodny Leo Messi. Jednak rozgromienie zespołu z Andaluzji aż 5:0, i to całkowicie zasłużenie, zwróciło uwagę wszystkich futbolowych kibiców na hiszpańskiej części Półwyspu Iberyjskiego, dotychczas skupionej na drużynie z Madrytu.

Oprócz wspomnianego Argentyńczyka, błysnęli także jego koledzy z ataku – strzelec dwóch goli David Villa oraz Pedro, którzy w trójkę wprost ośmieszali obronę gości. Najlepiej obrazującą akcją był gol na 4:0 – niski Leo Messi starciem bark w bark odebrał piłkę pomocnikowi Sevilli, przebiegł kilkadziesiąt metrów i zdobył bramkę strzałem z linii pola karnego. W końcu widać, że Katalończycy pokazują pełnię swoich możliwości jako zespół, nie tak jak na początku sezonu, kiedy mówiono, że grają z zaciągniętym hamulcem. Patrząc na kalendarz Katalończyków, wiele wskazuje na to, że dopiero w Gran Derbi pod koniec listopada podopieczni Guardioli mogą znaleźć pogromcę i może zakończyć się trwająca seria jedenastu meczów bez porażki.
Galaktyczny Ronaldo
Jeszcze lepiej prezentuje się natomiast zespół Jose Mourinho. Gdy wydaje się, że kwestią czasu jest to, kiedy maszynka pod wodzą portugalskiego trenera się zatnie, jego podopieczni grają coraz lepiej – jeśli nie liczyć ligowej wpadki w Copa del Rey, wyniki osiągane przez Real są niesamowite, a głównym sprawcą tego stanu rzecz jest Cristiano Ronaldo. W czterech ostatnich meczach ligowych zdobył dziesięć goli (!) i dorzucił cztery asysty, a jeśli dodamy do tego ofensywną linię pomocy z bardzo chwalonymi ostatnio przez samego prezesa Mesutem Oezilem (z czterema asystami przewodzącemu razem z Ronaldo klasyfikacji asystentów) i Samim Khedirą oraz defensywę z powracającym po kontuzji Sergio Ramosem i prowadzącym w wyścigu o nagrodę Zamory Ikerem Casillasem, to wyłania się drużyna, która może w tym sezonie zdobyć wszystko.













