Real Madryt pokonał Granadę 5:1 w spotkaniu 18. kolejki Primera Division. Do przerwy piłkarze obydwu drużyn stworzyli wyrównane widowisko, ale mecz ułożyły dwa gole zdobyte przez gospodarzy tuż po przerwie. Dzięki wygranej „Los Merengues” mają sześć punktów przewagi nad Barceloną, która swoje spotkanie rozegra jutro.
Przed tym spotkaniem na papierze wszystko wyglądało bardzo prosto – na Santiago Bernabeu przyjechał beniaminek z Grenady, który w dodatku na wyjazdach gra słabo. Piłkarze z Andaluzji na siedem dotychczasowych meczów na boisku rywala przegrali aż pięć, jednak tracą także bardzo mało bramek – pod tym względem byli trzecią siłą Primera Division, a przekonała się o tym nawet FC Barcelona, która z podopiecznymi Gonzaleza wymęczyła jednobramkowe zwycięstwo. Real zaczął bez kontuzjowanego Di Marii, ale za to z Higuainem i Benzemą w ataku. Ogromnym wzmocnieniem był powrót Sergio Ramosa, a tuż przed pierwszym gwizdkiem sędziego nagrodę dla najlepszego bramkarza 2011 roku odebrał Iker Casillas.

„Los Merengues”, wiedząc o szczelnej obronie gości, starali się już od samego początku mocno przycisnąć rywala. Pierwszą świetną sytuację mieli w 7. minucie, kiedy to Benzema opanował kilkudziesięciometrowe podanie od Xabiego Alonso, wymanewrował obrońców i odegrał piłkę wzdłuż pola karnego, ale najpierw Higuain nie sięgnął piłki, a strzał wślizgiem zamykającego akcję Ronaldo trafił tylko w boczną siatkę. Dwie minuty później nastąpiła seria rzutów rożnych dla Realu, z których część zakończyła się strzałami, ale żaden z nich nie mógł poważnie zagrozić brakarzowi Granady. Bardzo dobrze od pierwszych minut grał Karim Benzema. W pole karne rywala zapędzał się nawet Sergio Ramos, który w 17. minucie był bliski zdobycia pierwszego gola dla swojej drużyny, ale jego strzał głową wylądował tylko na górnej siatce.
Gospodarze zdobyli jednak upragnioną bramkę, w dodatku niezwykłej urody. W 19. minucie akcję zapoczątkował Oezil, który przed polem karnym odegrał do Ronaldo, ten natychmiast odegrał do wbiegającego Niemca, a ten, obracając się, czubkiem buta odegrał ją do stojącego obok Benzemy, który nie mógł nie zdobyć gola. Radość sympatyków gospodarzy trwała jednak zaledwie trzy minuty, bo Mikel Rico w 22. minucie wykorzystał celne dośrodkowanie z prawej strony i celnym strzałem głową nie dał szans Casillasowi, a kibicom zapewne już przed oczami stanęło spotkanie z Malagą, po którym, po koszmarnych błędach obrony, Real do przerwy przegrywał dwiema bramkami. Mimo iż to „Królewscy” dyktowali warunki gry, kolejną stuprocentową sytuację znowu mieli goście, a po raz kolejny na listę strzelców mógł i powinien wpisać się Mikel Rico, który do spółki z Martinsem całkowicie rozmontował defensywę Realu i tylko kapitalna interwencja kapitana uratowała gospodarzy przed utratą drugiego gola.











