Real Madryt po słabym meczu pokonał na Estadio Santiago Bernabeu Real Betis 2:1 po golach Benzemy oraz Isco. Dla przyjezdnych bramkę zdobył Jorge Molina.
Okres przygotowawczy to jednak nie to samo co pojedynki na ligowym podwórku. Real Betis, zwłaszcza w pierwszej połowie niedzielnego meczu, zagrał niezwykle odważnie, czego Real w ogóle się nie spodziewał. Podopieczni Pepego Mela stosowali intensywny pressing i nie pozwalali rozwinąć skrzydeł „Królewskim” właśnie w akcjach oskrzydlających. Nieliczne próby graczy Carlo Ancelottiego nie miały szans powodzenia. Ciekawostką jest wyczyn Damiena Perquisa, reprezentanta Polski, który dwukrotnie wpakował piłkę do własnej siatki, jednak w obydwu przypadkach wcześniej na spalonym znajdowali się gracze gospodarzy.

Po nieskutecznych próbach atakowania Betisu w pierwszych minutach to Andaluzyjczycy przejęli inicjatywę i coraz śmielej zapuszczali się pod pole karne Realu. Przyniosło to korzyści już w 14. minucie, kiedy Cedrick z ogromną łatwością ograł Sergio Ramosa i dograł do Jorge Moliny, któremu nie pozostało nic innego, jak wpakować piłkę do siatki. Real od razu ruszył do ataku i odpowiedział po dwunastu minutach trafieniem Karima Benzemy. W końcówce pierwszej połowy znowu lepiej spisywali się goście, a najlepszą okazję zmarnował Nosa, który będąc kompletnie niepilnowany na jedenastym metrze, po uderzeniu głową trafił piłką w poprzeczkę.
Po zmianie stron przyjezdni z Sewilli ograniczali się już jedynie do bronienia korzystnego wyniku i sporadycznych prób kontrowania piłkarzy Ancelottiego. To jednak Real dyktował warunki gry i stwarzał coraz groźniejsze sytuacje. Niestety słabszy dzień miał Cristiano Ronaldo, któremu jakby brakowało sił. Portugalczyk mógł dać zespołowi prowadzenie już w pierwszej minucie drugiej połowy, jednak trafił w poprzeczkę.Grę na siebie próbował brać za to Luka Modrić, kilkukrotnie ciekawie włączając się w akcje ofensywne i próbując przecinających podań. „Królewscy” zyskiwali coraz to większą przewagę, którą udokumentować udało się dopiero w 86. minucie. Marcelo otrzymał piłkę na lewej stronie, zdecydował się na dośrodkowanie w pole karne, gdzie najlepiej odnalazł się Isco, pakując futbolówkę do siatki.
Pierwszy oficjalny pojedynek Realu Madryt pod wodzą Carlo Ancelottiego nie był zbytnio udany. „Los Blancos” męczyli się na boisku i widać, że nie tak łatwo jest przełożyć dobrą grę w meczach sparingowych na starcia z najlepszymi hiszpańskimi drużynami. A do takich należał dzisiaj Betis, który grał bez żadnego respektu i może żałować, że nie udało mu się zdobyć choćby jednego punktu.










