Real Madryt pokonał 1:0 Sevillę w niedzielnym meczu 16. kolejki Primera Division. Mecz ten zostanie zapamiętany jednak nie ze względu na wynik czy piękny gol Angela Di Marii, ale przez swoją brutalność – sędzia pokazał aż dwanaście żółtych i dwie czerwone kartki, a na boisku co chwila dochodziło do spięć.
Po wczorajszym przekonującym zwycięstwie Barcelony w derbach stolicy Katalonii, Real Madryt musiał pokazać w spotkaniu z ekipą z Andaluzji, że nie ma zamiaru pozwolić swojemu rywalowi odskoczyć w tabeli. Co prawda osłabiony brakiem Kaki, Higuaina, Canalesa i Gago wciąż był faworytem tego spotkania – Sevilla jest obecnie pogrążona w wielkim kryzysie i mało kto jest w stanie dać klarowną odpowiedź, jak z tego dołku wyjść. Zespół ze stolicy Andaluzji z gracza regularnie walczącego o Ligę Mistrzów stał się ligowym średniakiem. Przegrana z Almerią, Getafe i remis z Borussią Dortmund to zdecydowanie wyniki poniżej umiejętności gracz Sevilli.

Mecz poprzedziła krótka ceremonia wręczenia Złotej Rękawicy dla Ikera Casillasa – najlepszego bramkarza tegorocznych mistrzostw świata i po chwili obie jedenastki rozpoczęły zamykające niedzielne zmagania spotkanie na Santiago Bernabeu. Mecz od pierwszych minut toczył się pod dyktando gospodarzy, którzy jednak nie błyszczeli skutecznością pod bramką rywali – brak Gonzalo Higuaina był aż nadto widoczny. Zastępujący go Karim Benzema zdecydowanie zawodził, jak chociażby w akcji z 14. minuty – po minięciu bramkarza, zdecydował się odegrać piłkę do nadbiegającego Ronaldo, który miałby otwartą drogą do bramki. Niestety, zrobił to tak niefortunnie, że piłka przeleciała za nogami Portugalczyka i świetna sytuacja zakończyła się niczym. Nie była to jedyna taka sytuacja Francuza w tym spotkaniu – wielokrotnie decydował się na zagrania, które nie były na korzyść jego zespołu, co więcej – momentami jego gra wyglądała, jakby od wczoraj dopiero uczestniczył w treningach „Królewskich”.
Przewaga w posiadaniu piłki była aż nadto widoczna – mnożyły się podania między pomocnikami i napadem, ale nic z tego nie wychodziło. Kolejną świetną akcję przeprowadziła Sevilla i była naprawdę blisko wyjścia na prowadzenie w tym spotkaniu w 25. minucie – po dośrodkowaniu z rzutu rożnego najwyżej do piłki wyskoczył Julien Escude i strzałem głową posłał piłkę o centymetry od słupka bramki Casillasa, który tylko odprowadził futbolówkę wzrokiem. W 28. minucie to Real był bliżej wyjścia na prowadzenie – Angel Di Maria zdecydował się na strzał z ponad 20 metrów, ale jego potężne uderzenie zdołał odbić Palop.
W pierwszej połowie do grona wyróżniających się piłkarzy zdecydowanie należało zaliczyć Lassa, który w destrukcji wykonywał rewelacyjną robotę, zdecydowanie ułatwiając pracę swoim kolegom z obrony. Dominacja graczy „Królewskich” w pierwszej połowie nie ulegała wątpliwości, ale jeśli chodzi o wykończenie akcji, nie było już tak kolorowo – zawodził przede wszystkim Karim Benzema, a jego partner z ataku, Cristiano Ronaldo, nie był w stanie samemu stworzyć sobie stuprocentowej sytuacji.











