Malaga przegrała 0:1 z Realem Madryt w rewanżowym starciu 1/8 finału Pucharu Króla i odpadła z rywalizacji, ponieważ w pierwszym spotkaniu także lepszy okazał się zespół z Madrytu. Fatalny błąd przy golu popełnił bramkarz Malagi, który przepuścił niegroźny strzał Benzemy między nogami. Jeśli w czwartek nie zdarzy się cud i Osasuna nie wygra czterema golami z Barceloną, to w ćwierćfinale dojdzie do kolejnych Gran Derbi w tym sezonie.
Bardzo mało brakowało, aby w pierwszym starciu tych drużyn doszło do sensacji, bo jeszcze do przerwy w starciu na Santiago Bernabeu to Malaga prowadziła dwiema bramkami i sprawiała dużo lepsze wrażenie od gospodarzy. Swoje zrobił jednak w przerwie Jose Mourinho, zmieniając trzech graczy, i to właśnie dublerzy, na czele z Karimem Benzemą i Mesutem Oezilem, zdecydowali, że Real nie dość, że odrobił straty, to jeszcze wygrał tamto spotkanie. Kibice klubu z Andaluzji nie powinni się jednak wstydzić oraz mogli śmiało patrzeć z nadzieją na dzisiejsze spotkanie, wszak do awansu wystarczał jeden gol. W tym sezonie oba starcia między tymi drużynami wygrali madrytczycy. Najpierw w 9. kolejce na La Rosaleda jeszcze przed przerwą wynik brzmiał 4:0, a tydzień temu wygrali 3:2. Największą absencją w kadrze Realu był bez wątpienia brak Angela Di Marii, natomiast w składzie Malagi zabrakło kontuzjowanego Julio Baptisty i Joaquina. Dość nieoczekiwanie spotkanie na ławce ponownie zaczęli Mesut Oezil i Benzema, odczuwający jeszcze drobne dolegliwości po sobotnim meczu z Granadą.

W porównaniu do ubiegłotygodniowego starcia gospodarze dokonali tylko jednej zmiany i zamiast Apono na boisku pojawił się Eliseu, a na szpicy znowu spotkanie rozpoczął Ruud van Nistelrooy, który starał się szarpać od pierwszych minut defensywę gości. Celnymi podaniami popisywał się także Cazorla, ale przez pierwszy kwadrans na boisku dominowały głównie drobne faule i ostra walka w środku pola. Pierwszą dobrą szansę miała Malaga w 19. minucie, ale najpierw strzał Holendra z linii pola karnego zablokował Ramos, a dobitkę Fernandeza złapał Casillas. W 23. minucie na strzał z dystansu zdecydował się Eliseu, ale uderzenie było tyleż mocne, co niecelne. Podobnie jak w pierwszym spotkaniu, fatalnie grał Kaka, a bez Di Marii i Oezila na boisku Ronaldo i Higuain mogli liczyć na podania tylko od Xabiego Alonso, co nie wyglądało najlepiej. W 28. minucie do pozycji strzeleckiej doszedł nawet Fernandez, ale był naciskany przez Ramosa i jego strzał głową poleciał w bezpiecznej odległości od bramki Casillasa.
Około 40. minuty, po jednym z bardzo niewielu ataków w wykonaniu Realu urazu doznał Sami Khedira, który został zniesiony do szatni na noszach, a jego miejsce zajął Mesut Oezil. W pewnym momencie za dogrywanie piłek do swoich kolegów wziął się nawet Ronaldo, jednak ze słabym skutkiem. W 44. minucie swoją szansę miał także Sergio Ramos, którego strzał głową przeleciał o centymetry obok słupka. Minutę później swoją szansę miał także Eliseu, ale po rzucie rożnym i wybiciu piłki przez obrońców Portugalczyk uderzył potężnie na bramkę Casillasa, a najlepszy bramkarz 2011 roku z trudem przeniósł piłkę nad poprzeczką. Do przerwy zdążył jeszcze pokazać się Cristiano Ronaldo, ale jego strzał przypominał bardziej podanie niż uderzenie mogące realnie zagrozić Caballero. Do przerwy zatem Malaga remisowała bezbramkowo z Realem i kwestia awansu była wciąż sprawą otwartą. W barwach gospodarzy niewidoczny był van Nistelrooy, którego przyćmił Eliseu. Portugalczyk był, dość niespodziewanie, najgroźniejszym zawodnikiem na boisku.










