Po bardzo przeciętnym widowisku, Atletico Madryt przegrało 0:1 z Realem Madryt w meczu rewanżowym 1/4 rozgrywek Pucharu Króla. Gospodarze, bez swoich asów, w żadnym momencie spotkania nie byli w stanie zagrozić rywalowi zza miedzy, a awans „Los Blancos” do półfinału przypieczętował gol Cristiano Ronaldo.
Jedyny czwartkowy mecz, zapowiadany jako „partidazo” derby Madrytu, raczej rozczarował kibiców. Ekipie gospodarzy miało zależeć bardzo na odrobieniu strat z pierwszego spotkania, „Los Blancos” z kolei nie chcieli do tego dopuścić. Pierwszy mecz przebiegał zdecydowanie pod dyktando graczy z Santiago Bernabeu, a gole Ramosa, Ronaldo i Oezila dały pewne zwycięstwo; dla „Los Colchoneros” gola zdobył tylko Diego Forlan, dając dość niespodziewane prowadzenie. Tylko bardzo nieliczni optymiści wierzyli jeszcze w awans gospodarzy do półfinału rozgrywek. Jose Mourinho zadziwił chyba wszystkich zestawieniem wyjściowej jedenastki, posyłając do gry na lewym skrzydle Marcelo, a partnerem Ronaldo w ataku został Mesut Oezil – takie zestawienie ofensywy było także w pewnym stopniu grą Portugalczyka z odpowiedzialnym w Realu za politykę transferową Jorge Valdano, natomiast grę Atleti miał prowadzić Jose Reyes. Zabrakło natomiast kontuzjowanego Sergio Aguero.
Pierwsza połowa zdecydowanie była poniżej poziomu, do jakiego przyzwyczaili nas zawodnicy obydwu drużyn. Pierwsza groźna sytuacja miała miejsce dopiero w 15. minucie – naciskany przez Jose Reyesa, Iker Casillas wybił piłkę prosto w wystawioną nogę rywala, ale sytuację ostatecznie wyjaśnił jeden z obrońców – najlepszy bramkarz 2010 roku chyba za bardzo uwierzył w tej sytuacji w swoje umiejętności. W 21. minucie doszło jednak do zdarzenia, które chyba ostatecznie pogrzebało nadzieje „Rojiblancos” na awans do półfinału, bowiem kontuzji doznał motor napędowy ekipy z Vicente Calderon – Jose Reyes. Kiedy pomocnikowi była udzielana pomoc lekarska, Real doskonale wykorzystał tę przewagę. Xabi Alonso uruchomił świetnie na prawym skrzydle Sergio Ramosa, a ten z prawej strony pola karnego odegrał do Ronaldo. Piłka otarła się jeszcze o plecy jednego z obrońców i trochę przypadkowo spadła idealnie na nogę Portugalczyka, który swoim strzałem niemal rozerwał siatkę – David De Gea nie miał szans na skuteczną interwencję.
Jose Reyes na boisko już nie wrócił, a wobec braku swoich dwóch asów – Aguero i Reyesa – prysły już ostatecznie nadzieje fanów Atletico; mecz był już rozstrzygnięty. Szanse na remis były jeszcze w 35. minucie, ale tym razem nie popisał się sędzia liniowy – Diego Costa był przed ostatnim obrońcą i gdyby nie niesłusznie przerwana gra, znalazłby się w sytuacji sam na sam z Casillasem. W ostatniej akcji pierwszej połowy swoją szansę po podaniu Ronaldo miał także Angel Di Maria, ale pogubił się i naciskany przez obrońcę nie zdołał oddać strzału i do przerwy Real wygrywał na Vicente Calderon 1:0. Mecz był toczony w bardzo ospałym tempie, zupełnie nie przypomniał pierwszego spotkania. Atleti nawet gdyby chciało, to nie miało kim zagrozić bramce strzeżonej przez Casillasa. Jego vis-a-vis, De Gea także nie mógł narzekać na nadmiar pracy.










